piątek, 23 stycznia 2015

Buszujący w serach i adopcja sklepowa...

Grafika: www.kobieta.onet.pl

- Pani zabierze tego dzieciaka! Nie widzi Pani, że towar niszczy?!? - słyszę za plecami, zajęta oglądaniem półki sklepowej z przyprawami (w Lidlu).
- Ale to nie mój dzieciak! - prawie morduję babę wzrokiem.
- Aha! Taki podobny to myślałam, że Pani!
Zwracająca uwagę odchodzi, a ja z zaciekawieniem przyglądam się dzieciakowi, którego chciano mi gratisowo przysposobić. Chłopczyk, kilkulatek, z dużym zaangażowaniem grzebie w warzywach i wydłubuje, z namaszczeniem, z plastikowego pojemnika pieczarki, a następnie tworzy z nich jakąś kosmiczną układankę na podłodze. Całość przyozdabia kolorowymi papryczkami z sąsiedniej półki. Wokół nie ma nikogo dorosłego, oprócz mnie. Podchodzę do małolata i pytam:
- A Ty tak sam zakupy robisz? Gdzie mamusia?
- Nie ma mamusi! I nie robię zakupów, tylko puzluję!
- Hmm… A może babcia z Tobą przyszła? Tata? - ciągnę dalej wątek.
- Nie, sam jestem i puzluję! A Ty masz fajną siatkę! Możesz ze mną w siatce puzlować! 
- Wiesz... nie mam czasu puzlować, ale dziękuję za zaproszenie! - uśmiecham się dyplomatycznie i cichaczem znikam za regałem. 
Domyśliłam się, że puzlowanie to pewnie układanie… No, Bożesz Ty mój, jeszcze na starość puzlowania w siatce mi trzeba ;) Nawiedzona przez obywatelski obowiązek poszłam poszukać obsługi sklepowej. Za winklem znalazłam jakąś babkę w stosownym uniformie i mówię:
- Na dziale warzywno-owocowym macie nieletniego dewastatora warzyw - dokonał już lekkiego spustoszenia w pieczarkach i papryce i twierdzi, że jest sam w sklepie; chyba warto się tym zainteresować?
Pani, z uśmieszkiem, podziękowała i poszła w kierunku chłopczyka. Po chwili znalazła się mamusia Puzlowacza zwabiona dziwnym poruszeniem wokół jej dziecka, o którym sobie nagle przypomniała. 
Oczywiście wszystko skwitowała tekstem:
- I o co tyle hałasu?! Człowiek w spokoju dresów nie może pooglądać! Za warzywa zapłacę! Chodź Pawełku!
Pawełek poszedł z mamusią, ale po chwili już intensywnie buszował w serach, pozostawiony sam sobie. Mamusia dalej w amoku przegrzebywała ciuszki z aktualnej gazetki promocyjnej. Obsługa sklepowa znowu interweniowała, a buszująca w szmatach z obrażoną miną, ciągnąc Pawełka za rękę, udała się w kierunku kasy. Małolat natomiast krzyczał na cały głos:
- Gupia matka! Gupia matka! Ja chcę do tej Pani z siatką!  Do Paaaaaaaaaaaaani z siatką! Chcę puzlować! 
Wycie nieletniego dewastatora długo jeszcze roznosiło się po sklepie… Ja - pani z siatką, postanowiłam się nie ujawniać i zajęłam się analizą jakościowo-ilościową jaj kurzych z wolnego wybiegu w rozmiarze M i L ;)

Kiedyś zdarzyła mi się podobna sytuacja - odezwałam się do jakiegoś dzieciątka w sklepie i na tyle przypadłam mu do gustu, że nie chciało iść z rodzicami, tylko trzymało mój kosz zakupowy i ani rusz - wrzeszcząc, że znalazło lepszą mamusię i woli tą lepszą od starej mamusi ;) 

Jaki z tego wniosek? Większość współczesnych dzieci jest po prostu, tak zwyczajnie, spragniona zainteresowania, choćby minimalnego, ze strony dorosłych, a zwłaszcza własnych rodziców :)

27 komentarzy:

  1. to byłoby śmieszne, gdyby tak naprawdę nie było smutne...
    oraz oczywiście, że puzlowanie to układanie... i to jakie... Ty myślisz, że dopasowanie białych pieczarek do czerwonej papryki, to taka prosta sprawa?... :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wątpię, że dopasowanie pieczarek i papryki do siebie, bez użycia ostrych narzędzi jest trudne ;) A jeszcze dodatkowo w siatce! Nie wnikałam w to, czy to ja mam wejść do tej siatki i tam się puzlować czy mogę pozostać poza siatką i puzlować za pomocą rąk ;)

      Usuń
    2. hmmm, myślisz, że młodociany miał na myśli wkładanie do siatki, a potem..... wyjście bez płacenia????... :)))))

      Usuń
    3. A kto go tam wie :) Może to jakiś slang młodocianych podprowadzaczy warzyw i owoców z Lidla ;)

      Usuń
    4. JA MYŚLĘ, ŻE JEŚLI BIAŁYCH DO CZERWONEJ TO SPRAWA PATRIOTYCZNO NARODOWA :-)

      Usuń
  2. się wtrancać nie należy. Pewnego dni widząc w sklepie dwa dziecka jako żywo patroszyły z siatek ziemniaki , Docent vel Małżon mój prywatny zwrócił pokojowo uwagę że tak robić nie należ i powód podał .Na co usłyszał starszego chłopca : niech się pan nie wtranca do rodzinnych spraw .

    macham wieczorowo Gryzmo przybyła od Fryty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, witam,
      Może to rodzinna tradycja była - patroszenie ziemniaków z siat :)

      Usuń
    2. nie napisałam że w momencie gdy Docent zwracał uwagę ,,rodzinie" ja brałam siatkę z cebulą i jak ta mi się nie rozpierdziuli , jak cebula zaczęła sie turlać jak ....się kilka osób zasmiało

      Usuń
    3. Zapewne w cebuli, wcześniej, konspiracyjnie, inne Tradycje Rodzinne buszowały i siaty porwały :)

      Usuń
  3. Pieczarki mam... Brakuje mi tylko papryki. Już wiem, jak spędzę wieczór. ;) A tak poważnie, zgadzam się z Frytką - to byłoby śmieszne, gdyby nie było smutne. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, smutek wyziera spomiędzy warzyw; Pani S. jeszcze torbę musi mieć do puzlowania - to chyba niezbędny gadżet ;)

      Usuń
  4. Oj, jak ja uwielbiam tego rodzaju poczucie humoru. Świetnie ubrałaś sytuację w słowa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje mi tylko podziękować w związku z zaistniałą sytuacją :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Takich sytuacji niestety jest coraz więcej. Czasami mam wrażenie, ze niektórym rodzicom włókna nerwowe dawno wycięto i nic ich nie rusza, byle własne sprawy załatwić. Co niektórym zapomina się odebrać dziecko ze szkoły, bo serial w telewizji był, albo mama na faceta czeka, a że nowy to trzeba hołubić. Kiedyś mama zapytana czemu nie sprawdza czy dziecko przygotowało się do lekcji, odpowiedziała, że ma 7 lat, więc jest już dorosły! Ona ma też prawo do wolnego czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To temat rzeka - rodzicielstwo; czasami się po prostu boję narodu, który wyrośnie z tych wszystkich dzieciątek - ale bądźmy optymistami - może tak źle nie będzie, nie wszystkie dzieci, na szczęście, mają rodziców, którzy rodzicami, chyba, przez przypadek zostali ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Miałaś trochę szczęścia, bo zwolennik puzzlowania mógł się zaprzeć, że to Ty jesteś jego matką i musiałabyś zapłacić za pieczarki oraz paprykę z Lidla...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt :) Mam nadzieję jednak, że dzieci nie są aż tak perfidne, żeby się rodzonej matki wyrzekać; no chyba, że był szkolony w kierunku naciągania klientów, żeby ci płacili za jego "zabawki" sklepowe ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. fajny blogasek , zostawiam komcia i zapraszam na swój blogasek - Gryzmolińcia vel Dosieńka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dziękować, dziękować :) Będę wpadać :)

      Usuń
    2. UWIELBIAM BLOGASKI DOSIEŃKĘ TEŻ ... chociaż pewnie mi nie wierzy, bo okrutnie jej domostwo zaniedbałam

      Usuń
  8. Żebyś wiedziała, nawet do mnie czasami lgną dzieciaki, takie są zdesperowane a to już naprawdę dziw nad dziwy :-) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jakiegoś uwielbienia do dzieci na twarzy nie mam wypisanego ;) więc również stwierdzam, że to dziwne zjawisko - to przylepianie się :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Ja też raczej nie przez przypadek trafiłem tutaj po Twoim ostatnim wpisie u alElli. Podoba mi się Twój punkt widzenia i, jeżeli pozwolisz, to może popatrzymy sobie razem na ten dziwny świat?
    "Siatki na dzieci" co prawda nie noszę ;) ale dzieciaki też do mnie lgną w takich miejscach, gdzie im czegoś brakuje. Podejrzewam, że ten Pawełek akurat nie bardzo tęskni za swoją mamą, i raczej już nie zatęskni. Myślę też, że życie wystawi Pawełkowi rachunek za beztroskie wychowywanie go przez mamusię.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      siatka na dzieci nie jest konieczna ;) Co do obserwacji dziwnego świata i jego dziwactw to jak najbardziej zapraszam :) Takie mamusie Pawełkowe to po naszym globie panoszą się, niestety, nie w małych ilościach.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Rozbawiła mnie ta historia niesamowicie ;)
    Aż mam ochotę popuzlować ;D
    Chociaż tak naprawdę jest ona smutna, gdyby spojrzeć tylko na to nieszczęśliwe dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, taki dowcip okraszony smutkiem.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)