poniedziałek, 19 stycznia 2015

Zemsta kiełbasiana i poważna strata dla narodu...

Grafika: www.creoflick.net

Dzisiaj podobno jest najbardziej depresyjny dzień w roku… więc może mój post wywoła mały uśmiech u niektórych... Nie wiem dlaczego, ale przypomniało mi się pewne wydarzenie z czasów szkoły podstawowej… Dzieci, niezależnie od epoki, w której żyją wykazują się sporą dawką kreatywności. W czasach PRL-u, kiedy to moje dzieciństwo wypełzło na ten świat również ciekawe rzeczy się działy… 

Wybory Miss Papieru Toaletowego…

Mając, w porywach, lat 10 pojechałam na tak zwaną Zieloną Szkołę - wyjazd był nad morze, wiadomo jod i te sprawy, a ja ze śląskiej, zakurzonej ziemi nasienie jestem. Po zakwaterunku w jakimś tam ośrodku kolonijnym rozpoczęłam swoje nowe, trzytygodniowe życie kolonijne... 
W pokoju byłyśmy w szóstkę i pewnego pięknego popołudnia, chyba dwa dni po przyjeździe, wymyśliłyśmy sobie wybory Miss Papieru Toaletowego. Cała gala polegała na tym, że jurorami i uczestniczkami byłyśmy my same, ubrane tylko i wyłącznie w papier toaletowy - jakże cenny w tamtych czasach. Nie muszę chyba wyjaśniać, że dokonałyśmy kradzieży w okolicznych, korytarzowych klozetach, aby materiału na wystawną kreację papierzaną wystarczyło dla każdej uczestniczki. Do tej pory się zastanawiam skąd potrzeba obnażania się i odziewania w taki materiał w małych dziewczynkach się narodziła?!? 
Nagroda była równie zacna jak oprawa konkursu - spory kawałek pieczonej kiełbasy w bułce, którą jedna z koleżanek miała jeszcze z domu - rodzicielka dała jej to w ramach suchego prowiantu (podróż nad morze trwała trochę, zwłaszcza, jeżeli odbywała się kolejami państwowymi). Rozumiem, że czasy wtedy były specyficzne, ale co myśmy widziały w tej kiełbasie, żeby się upadlać w zwojach szarego papierzyska - nie mam pojęcia...
Wybory się odbyły z wielką pompą. Zajęłam drugie miejsce - jedną z konkurencji finałowych było dzikie, ekspresyjne
owinięcie się w papier, przy podkładzie "muzycznym", którym były śpiewające pieśń kolonijną współlokatorki. Niestety potknęłam się o łóżko w trakcie wykonywania wyszukanych piruetów i część srajtaśmy uległa poważnym zniszczeniom, a to jak wiadomo, znacząco umniejszyło wartości punktowe za wyraz artystyczny. W każdym razie nasza Miss kiełbasę wygrała, ale świnią nie była i się podzieliła z resztą - ku uciesze reszty. 
Potem nadszedł wieczór i noc - niestety spędzone w przeważającej części z głową w muszli klozetowej, przy muszli, obok muszli, nad muszlą, ewentualnie w bliskim kontakcie z umywalką… Ale nie wszystkie dostąpiłyśmy zaszczytu dopchania się do muszli i zlewu... Rzygałyśmy jak koty... okazało się, że tak pazernie zeżarta kiełbasa zemściła się na naszych żołądkach i jelitach ze zdwojoną siłą; dodatkowo, jak można się było domyślić nie do końca była świeża po zaliczeniu podróży ze Śląska nad morze i leżakowaniu przez dwa dni w pokoju. Ale na tym kiełbasa nie poprzestała… Rankiem, do pokoju przybyła nasza wychowawczyni i jak zobaczyła ten kiełbasiano-papierowo-gastryczny Armagedon to o mało co, nie zeszła w progu… Jej wrażliwość na widoki drastyczne i zmysł węchu zostały poddane poważnej próbie... Kazała nam w miskach prać zapaskudzoną pościel, co w wykonaniu dziesięcioletnich rączek okazało się wyzwaniem godnym zdobycia jakiegoś ośmiotysięcznika. 
Po tym wyjeździe zapamiętałam jedno: jedzenie starej kiełbasy oraz udział w wyborach miss jest źródłem kłopotów. Dlatego w późniejszym okresie życia starałam się unikać jednego i drugiego ;) W związku z czym nasz kraj stracił nieodżałowaną okazję poznania murowanej kandydatki na Miss Świata ;)

Jeżeli jacyś rodzice martwią się, że mają dziwne dziecko, to chyba niepotrzebnie… Ze mnie wyrosła w miarę ogarnięta kobieta :D Nieświeża kiełbasa nie poczyniła, aż takich, spustoszeń w mózgu, jakich się można było spodziewać ;)

6 komentarzy:

  1. :) :) ;) Padłam ;) A ty nie jesteś do mnie jakąś rodziną? Pomysłowość godna mistrza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do rodziny to nie wiem :) Konieczne byłyby badania zgodności genów na różnych obszarach, może jakiś wspólny przodek miał swój udział w puli genowej ;)

      Usuń
  2. coś z tymi kiełbasami naszego dzieciństwa chyba jednak było nie tak... kiedyś, po jednej takiej podsuszanej, też rzygałam jak kot, ale to może dlatego, że jadłam ją na zmianę z czekoladą?... :)))))
    pomimo marnotrawstwa deficytowego towaru, rozumiem chęć uczestnictwa w konkursach piękności... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo moich znajomych też kiełbasiane przygody miało, ale jak to zwykle bywa, przyczyna perturbacji żołądkowych leżała po stronie spożywających kiełbasy, zwłaszcza z dziwnymi dodatkami - najczęściej z nadmierną ilością wody ognistej ;)

      Usuń
  3. Dawno temu nie mogłam pójść na pewne ognisko. Mój przyjaciel wpadł na pomysł, żebym tę kiełbasę, którą chciałam upiec na wielkim ogniu, przysmażyła nad zniczem. Zrobiłam to, a ponieważ bardzo się okopciła, wytarłam ją papierem toaletowym. Była pyszna. :) Myślę, że bez problemu wygrałybyśmy konkurs na połączenie kiełbasy z papierem toaletowym. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiełbasa zapewne smaczniusia była ;) Znam takich, co na zasilaczu od komputera parówki grzali :) Co do połączeń kiełbasiano-papierowych to zgadzam się w całej rozciągłości ;)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)