sobota, 14 lutego 2015

Bikini na twarz, małe stopy i kaczy chód - oto recepta na dobre zamążpójście...

Grafika: www.wiz.pl

Każda kobieta chce wyglądać dobrze, a jak mówi, że nie chce wyglądać – znaczy się kłamie. Ostatnio wątek chiński mnie prześladuje, więc przypomniał mi się taki artykuł czytany w Wiedzy i Życiu o tym, ile jesteśmy w stanie znieść w imię piękna. 

Wracając do moich „ulubionych” Chin to pozwolę sobie zacytować stosowny fragment tegoż artykułu: 

„Spacerując po plaży w nadmorskiej miejscowości Cingtao w Chinach, można oniemieć z wrażenia na widok tamtejszych plażowiczek. Wiele z nich nosi bowiem na twarzy nylonową kominiarkę, nazywaną popularnie face-kini (bikini na twarz). Rzesze kobiet z chińskiej klasy średniej, a także te, które do niej aspirują, traktują ochronę przed słońcem niemal jak fetysz, podobnie jak przeznaczony do tego celu sprzęt. Opalenizna na twarzy kojarzy się w Chinach z prowincjonalnym pochodzeniem i pracą w polu.”

Fetyszystek wyżej opisywanych na żywo nie widziałam, ale obsesja dotycząca białej jak mąka karnacji jak najbardziej rzuciła mi się w oczy i na oczy. Chińczycy, gdy tylko słońce wyjrzało zza chmur, wydobywali parasolki – szczególnie kobietki. Nie mam nic przeciwko parasolkom, ale z racji na to, że jest to naród wzrostu siedzącego psa to druty tych parasolek, często i gęsto, dziubały w głowę i poniżej, co soczyście komentował mój Konkubinator używając wyszukanej łaciny poetyckiej – przynajmniej tak sobie mógł chłopina ulżyć. W związku z tym, że mieliśmy opalone twarze, mogłam przypuszczać, że takie ewenementy przyrodnicze rodem z kraju Chopina (czytaj: Kobicina i jej stado eksportowe) kojarzyły się autochtonom z robolami polowymi pierwszej kategorii, co to bez pługa nawet do toalety nie chodzą.

Ale wróćmy do wątku głównego… Niestety, face-kini to akurat jeden z łagodniejszych przykładów poświęceń składanych na ołtarzu mody.

Kilka lat temu „świat obiegła wiadomość o Jian Fengu, Chińczyku, który pozwał swoją żonę (niezwykle urodziwą) za to, że ta urodziła mu brzydkie dziecko. Przyparta do muru kobieta przyznała, że wydała krocie na kilkanaście operacji plastycznych, które odmieniły ją nie do poznania. Feng postanowił ją ukarać i złożył pozew o odszkodowanie, które w dodatku wygrał. Ta niesamowita historia to chwyt marketingowy jednej z chińskich klinik specjalizujących się w zabiegach chirurgii estetycznej. „Jedyne, czego musisz się obawiać, to fakt, że kiedyś na świecie pojawią się twoje dzieci!” – głosi jej hasło reklamowe. Sama historia nie jest jednak nieprawdopodobna. Chińscy celnicy wielokrotnie spotykali się z sytuacjami, kiedy w czasie odprawy paszportowej nie mogli poznać powracających do kraju obywateli, którzy po zagranicznych operacjach wyglądali zupełnie inaczej niż przed opuszczeniem kraju.”

Tutaj też moja złośliwa natura, która czasami wyłazi na wierch i kwiczy jak zarzynane prosie, uczepi się tym razem naszego kraju. Ileż to razy spotkałam się z przypadkiem kobiety, która bez makijażu do ludzi nie wychodzi, a co za tym idzie: bidula przyszłego kandydata na męża poznaje w makijażu, randkuje w makijażu, bierze ślub w makijażu, współżyje w makijażu, rodzi dzieci w makijażu i cóż się potem okazuje… że dzidzia jakaś takaś nie podobnaś do ślicznej mamuni… O przypadkach pozwania w Polsce, z tego tytułu, nie słyszałam ;)

Po raz kolejny powróćmy do wątku…

„Bardzo popularnym zabiegiem, nie tylko w Chinach, jest sztuczne wydłużanie nóg. Wysoki wzrost to po bladej cerze kolejny najbardziej pożądany atut. Pacjenci godzą się więc na łamanie kości, by dodać sobie kilka centymetrów. Zabieg jest niezwykle bolesny i skomplikowany: lekarz dłutem chirurgicznym łamie obie nogi i zakłada na nie specjalny ortopedyczny stelaż, rozciągający kończyny przez kolejnych dziewięć miesięcy. W tym czasie w powstałej między kośćmi przerwie formuje się nowa tkanka. Zwolennicy tej metody – wśród nich coraz więcej jest Rosjan – zapewniają, że dzięki zabiegowi można dodać sobie nawet 10 cm. Okaleczanie nóg dla urody nie jest w Chinach niczym nowym. Od setek lat (ostatnie przypadki zdarzały się jeszcze w latach 50. ub. wieku) panował tam zwyczaj krępowania kobiecych stóp. Dziewczynkom we wczesnym dzieciństwie matki owijały stopy bandażami, zaginając przy tym ich palce i łamiąc kości śródstopia. Wszystko przez to, że mała stopa i ­ kaczkowaty chód pobudzały erotycznie tamtejszych mężczyzn, gwarantując dobre zamążpójście. Dowodem na to, że operacje estetyczne są w Państwie Środka powszechnie akceptowane, są m.in. wybory „Miss Plastic Surgery”. Nowy konkurs piękności zorganizowano po tym, gdy 18-letniej kandydatce Yang Yuan zabroniono udziału w wyborach miss Chin, ponieważ odkryto, że ma ona za sobą 13 operacji plastycznych.”

Jak to dobrze, że ja się w tych Chinach nie narodziłam ;)

Cały artykuł można przeczytać tutaj: http://www.wiz.pl/8,1461.html

10 komentarzy:

  1. Bądź moja Walentynką. :)



    Serdeczne pozdrowienia od chińskiego Walentego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mam swojego Walentego - made in Poland :D Także Walentyny stanu wolnego i chętnego musicie Kolego szukać w innych rejonach, ale Chin nie polecam ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Też się cieszę, że nie muszę przez takie piekło przechodzić. Fajnie mieć wszystko na miejscu i być piękną, ale jeżeli za taką dozę cierpienia, to wolę być jak jestem, a chyba nie jest najgorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to dostrzec w sobie to piękno, ileż jest takich kobiet, które wcale nie są jakimiś pięknościami, a błyszczą na salonach :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Chciałam się zbuntować i napisać, że mnie jest wszystko jedno, ale nie chcę kłamać. Jednak piękno ma niejedno imię i tego się trzymam :) Nie poświęcam nic dla urody. Ona to rozumie i ma mnie gdzieś. Trudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Koleżanko, nie przesadzajcie :) Każda kobieta ma w sobie to coś - potrzebny tylko na początek właściwy odkrywca, jeżeli sama tego nie potrafi zobaczyć :)

      Usuń
  4. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie trzeba robić żadnych operacji plastycznych.. wystarczy wyjechać do odpowiedniego kraju, w którym dane kanony piękna są naszym atutem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to jakiś pomysł, tylko z biegiem czasu musiałybyśmy kraje zmieniać ;) Chociaż nie wiem czy jest gdzieś kraina, w której pulchna babunia z siwym kokiem jest kanonem piękna ;)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy artykuł, duże wrażenie zrobiło na mnie face-kini, nie wyobrażam sobie w Polsce podobnej sytuacji, wygląda to co najmniej trochę dziwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też sobie nie wyobrażam takiego odzienia na twarzy :)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)