środa, 8 czerwca 2016

Szef płci żeńskiej i tyle w temacie ;)


Czy kobieta bez faceta na stanie ma coś nie tak z beretem? :) Hmm... Mam wątpliwą przyjemność bytować w pracy z babiszonami bez osobnika płci męskiej w pakiecie, na dodatek są to panie, które sprawują nadzór nad resztą społeczeństwa, czytaj szefują ;) Tak się czasami zastanawiam na ile bycie tak zwaną singielką, tudzież starą panną wedle zamierzchłej terminologii, wpływa na żywot baby poczciwej, chociaż w tym przypadku mało poczciwej, raczej wrednej i wyżywającej się, przy każdej nadarzającej się okazji, na podległym tłumie. Sama bywałam singielką, bywałam w związkach, ale zawsze miałam taki dzwonek, który jakoś tam przypominał mi, że życie osobiste zostaje przed progiem miejsca pracy i nie powinnam wywalać zakamarków swojej duszy na światło dzienne i obdarzać współpracowników zwierzeniami, nastrojami i bolączkami mego życia prywatnego. Niestety wiele osób o tym zapomina i sieje to swoje zgorzknienie, czy jak to nazwać, na prawo i lewo. Dla mnie to brak profesjonalizmu i akurat szef powinien w tych sprawach mieć odpalony wielki dzwon. Ostatnimi czasy przychodzę do pracy i widzę jak moja nadzorczyni rozsiewa swoje feromony, a pole rażenia jest długi i szerokie. Opiermandala wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka. Przykre to i mam wielką ochotę powiedzieć jej kilka "ciepłych" słów w związku z jej zacnym zachowaniem. Niestety przydeptuję swój jęzor buciorami często i gęsto, żeby czegoś nie chlapnąć, bo powszechnie wiadomo jak to się kończy ;) Już kilka razy w pracy wywaliłam co mi na wątrobie leży i dostałam sowicie "wynagrodzona" ;) W związku z tym wszystkim takie refleksje mnie nachodzą: czy byłabym taka sama, gdybym zapragnęła któregoś dnia zostać szefem? Czy władza robi z mózgu papkę i prostuje zwoje mózgowe? Czy to kwestia niezbyt szczęśliwego życia osobistego? Nie wiem... Podobno nie powinniśmy nikogo oceniać dopóki nie znajdziemy się na miejscu takiej osoby... A ja swoją pracę i tak chyba kocham ;)




Grafika: przepastne Internety ;)

33 komentarze:

  1. Nigdy w życiu nie chciałam być szefem, i nie byłam. No, a teraz jestem - sama sobie i to jest cudowna sprawa:) Żadnych babiszonów w okolicy:):), facetów tez brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdraszczam tego szefowania samemu sobie :) Choć pewnie ma to też swoje cienie :)

      Usuń
  2. Znaczy mądra Polka po szkodzie... he he ;) ale dobrze, że potrafisz się teraz powstrzymać, bo niestety nie każdy wyciąga ze swych błędów należyte wnioski. Czy jednak zdajesz sobie sprawę, iż należysz do grupy wybrańców.O ludzi, którzy kochają swoją pracę, wcale nie tak łatwo w naszym pięknym kraju ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek powinien wyciągać wnioski, w końcu po to ma mózgownicę ;) Co do kochania pracy to wiadomo jak to jest - raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze można trafić na coś gorszego niż znany na co dzień "wróg" ;)

      Usuń
  3. Czasem, żeby wejść wysoko trzeba się nauczyć podgryzać innym gardła. A potem, ze strachu, żeby nie stracić pozycji trzeba atakować i utrzymywać wszystkich w strachu. Tak jak w stadzie wilków. Widziałam takie osoby, bardzo samotne. Zwykle ci co im najbardziej kadzą, najmocniej ich nienawidzą. Smutne. Na szczęście nie dotyczy to 100 procent populacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie jest tak jak piszesz, to podgryzanie gardeł niestety ma swoją cenę i człek jakoś tak samotny zostaje na tym swoim "wysokim stołku"; a kadziciele to wiadomo, że najgorsze szuje są ;)

      Usuń
  4. Nie ma dobrych szefów. Jak wymaga dużo - zły z punktu widzenia pracownika. Jak wymaga mało - zły, bo nie dba o zakład. Czase szef jest naprawdę super fachowcem i potrafi zmobilizować zespół własnym przykładem. Wtedy rwiesz się do roboty sam.
    A czasem taki szef to zwykła szuja, która wlazła na stołek i za nic nie chce z niego spaść. Dlatego jątrzy, podkopuje, szczuje itp. i nie ma oporów przed żadnym świństwem. I wtedy ty też się trochę w to szambo pakujesz.
    I jeszcze szef który g*no umie, a mądrzy się i sili ns geniusza aż śmiech pusty człowieka ogarnia. Ale w oczy mu tego nie powiesz.
    A czasem szef jest normalny a my jakoś odstajemy od zespołu. I czujemy, że nawalamy, ale przyznać się do tego trudno.
    No można tak bez końca...
    Miałam wielu szefów, sama byłam szefem, obecnie mam szefa - jak to w stadzie. Nauczyłam się robić swoje bez względu na okoliczności, udaje mi się unikać kąpieli w szambie, przygłuchłam nieco i przyślepłam... Ot doświadczony członek rzeczonego stada.
    A swoje zdanie zawsze mam i wypowiadam, ale w odpowiedniej formie. Choć pewnie szefowi to się czasem nie podoba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety trzeba trochę ogłuchnąć i oślepnąć, inaczej ciężki żywot w takiej robocie, a szef i tak swoje wizje ma mniej lub bardziej sensowne; z tym wypowiadaniem swojego zdania to różnie bywa, czasami się po prostu nie opłaca wywlekać go na światło dzienne, bo "nagrody" czekają ;)

      Usuń
  5. :) Jedna babie drugiej babie - czyli drążysz to o czym ja napisałam :) Stan cywilny nie ma tu nic do rzeczy bo widywałam kobiety , które nie zasługiwały na miano "kobieta". Faceci o nich mawiali "suki" a ja mając poczciwą sukę w domu nie mogłam jej tak określać. Była zła do szpiku kości i zgłupiała mając odrobinę władzy. Zgodnie z porzekadłem "władza deprawuje i demoralizuje" I tu akurat sprawdza się to zarówno do kobiet jak i facetów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ale takie baby singielki, mające dodatkowo zryty beret, i zrycie to nie wynika ze stanu cywilnego, są wyjątkowo upierdliwe i ciężko się z nimi żyje; jeszcze jak zostają szefami to już kaplica, nic tylko uciekać w podskokach ;)

      Usuń
    2. Tak też zrobiłam :) szkoda było mojej energii na walkę z jej qrestwem i debilizmem

      Usuń
  6. Nie każdy chce być szefem. Mnie stosunkowo niedawno proponowano taką "posadkę",ale ja dziękuję, wolę być sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Myślę, że to jednak w jakiś sposób wpływa na psychikę, nie każdemu robi od razu papkę z mózgu, ale jakoś chyba trochę też zmienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zmienia; sztuką jest pogodzić szefowanie z obliczem człowieka szanowanego przez podwładnych i realizującego wyznaczone cele w jakiś taki sensowny sposób :)

      Usuń
    2. Pewnie tak i nie każdemu się to udaje. :)

      Usuń
  7. Doświadczenie uczy, że długotrwałą singielką rządzą hormony (a właściwie niezaspokojone, hm, potrzeby). Nie ma znaczenia czy jest szefową czy podwładną.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardziej deprawuje chyba samo posiadanie władzy, sama możliwość opieprzenia ludzi, gdy wiesz, że ci nie odszczekną. Posiadanie władzy, nawet na niskim stanowisku może diametralnie zmienić człowieka. Niezależnie od tego czy jest singlem, czy też nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że tak wiele osób poddaje się tej magii władzy i traci rozum stając się szefem, którego prawie nikt nie trawi.

      Usuń
  9. Coś w powietrzu chyba jest... Baby na baby wypisują, u Jagi też!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee Boja, zbieg okoliczności i tyle ;)

      Usuń
    2. przecież ja na baby nie wypisywałam , toż w większej mierze o sobie pisałam - Boja czytanie ze zrozumieniem się kłania

      Usuń
  10. Moje doświadczenia i refleksje są takie, jeśli pozwolisz:
    1.Nie każdy powinien zostać szefem.
    2.szefowanie i poczucie władzy zmieniają człowieka.
    3.Wredota szefów nie zależy od stanu cywilnego czy innych stanów, szefowanie jest jak alkoholizm i obnaża wady człowieka.
    4.Szefa nie przekonasz, że nie ma racji, szef ma zawsze rację.
    5.Tylko szef naprawdę pracuje, reszta sie obcyndala.
    6.Szef chce zawsze dla nas dobrze, to my jesteśmy niewdzięczni.
    itd, itp. a dotyczy i facetów i kobiety, bez różnicy chyba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz sporo racji pisząc te refleksje; ja natomiast będę się upierać przy tym, że szef, który ma życie prywatne jest bardziej strawialny niż szef bez tegoż życia, który wychodzi z założenia, że reszta też nie ma prawa mieć swojego żywota i powinna z uśmiechem na ustach poświęcać się pracy 24h/dobę ;)

      Usuń
    2. A ja muszę przyznać, że drugi raz w życiu mam świetnego szefa. Pierwszym była kobieta, wspaniała. Potem rząd tych, którzy szefostwem być nie powinni (no bo jeśli taki szef mówi na głos do pracowników- Powinniście czyścić mi buty za to, że Was tu trzymam, to sorry...) No i teraz znów mam fantastycznego człowieka za przełożonego. Pracuję tu niecałe 2 miesiące, ale moja opinia na temat tego człowieka jest taka sama jak wieloletnich pracowników. :) Miejmy nadzieję, że się nie zmieni :)

      Usuń
  11. człowiek przejawiający jaką kolwiek agresję jest człowiekiem słabym i durnowatym .Kiedyś mnie wnerwiały debilne zachowania moich 3 kierowniczek ( a ja jedna bidulka zaraz po szkole) do czasu .Ano pewnego dnia Hogata( kobieta piastująca bardzo wysokie stanowisko ) zobaczyła jak się z tym tematem męczę i oznajmiła :Kudłata podczas wrednej sytuacji z ich strony wyobraź sobie jak siedzą na kiblu i robią kupę .Od tego momentu moja reakcja daleka była od strachu , lęku i jak mu tam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też znam ten sposób, w nieco zmodyfikowanej wersji ;) Ja wyobrażam sobie takie "zacne" osoby w stroju pluszowego króliczka ;)

      Usuń
  12. W mojej rodzinie wszystkie żyjące pokolenia są/były szefami, nawet dziecko przewodniczyło samorządowi szkolnemu... I mamy wspólną obserwację - każdy szef potrzebuje "lustra". Czyli osoby, która nie ma wobec niego poddańczo-zależnego stosunku i bez ogródek (i bez konsekwencji), szczerze, uczciwie co jakiś czas go "naprostuje". Bo władza zmienia. A brak "lustra" + grono potakujących pracowników (bo jaki mają wybór?) sprawia, że człowiek traci dystans do siebie i uderza mu woda sodowa... :) A single (niezależnie, czy są to targane hormonami kobiety, czy sam prezes Kaczyński), niestety, tego korygującego bliskiego są pozbawieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, takie lustro czasami każdemu się przydaje, niezależnie od tego co się w życiu czyni :)

      Usuń
  13. niby powinno się zostawiać życie prywatne w domu, ale każdy wie, jak jest...i nie jest różowo.
    z moich doświadczeń wynika, że lepiej współpracuje się z męzczyznami. może nie lepiej, ale łatwiej. z kobietami też można, ale dłużej i staranniej trzeba dobierać sobie współpracowników. Gdy w końcu się znajdzie, to idzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swoje doświadczenia, też uważam, że z facetami czasami łatwiej się współpracuje, ale nie ma reguł :)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)