sobota, 25 lipca 2026

Pióro w obcych rękach zawsze robi kleksy, czyli życie bez cudzej korekty...

Zadziwiające, ilu ludzi zna właściwą fabułę naszego życia, choć własną piszą najwyraźniej na kolanie, tępym ołówkiem i podczas jazdy autobusem po kocich łbach. Wiedzą, kiedy powinnyśmy wyjść za mąż, urodzić dziecko, zmienić pracę, schudnąć, przytyć, zapuścić włosy, obciąć włosy i koniecznie „trochę odpuścić”, przy czym sami trzymają się swoich problemów z zacięciem kolekcjonera rzadkich znaczków.

Najbardziej przedsiębiorczy próbują nawet przejąć nasze pióro. Dopisują obowiązki, wykreślają marzenia, poprawiają charakter czerwonym długopisem i na marginesie zostawiają uwagę: „Stać cię na więcej”. Człowiek jeszcze nie zdąży dobrze rozpocząć rozdziału, a już zbiera się komisja literacka złożona z cioci, sąsiadki, koleżanki i przypadkowego internauty.

Tymczasem własne życie nie jest pracą zbiorową ani dokumentem udostępnionym wszystkim do edycji. Można przyjąć dobrą radę, skorzystać z korekty, a nawet przepisać cały rozdział, jeśli fabuła zaczęła przypominać brazylijską telenowelę połączoną z instrukcją obsługi pralki. Ostateczna wersja powinna jednak należeć do nas - razem z przecinkami postawionymi w dziwnych miejscach, nieplanowanymi zwrotami akcji i zakończeniami, których nikt poza nami nie rozumie.

Jeśli już popełniać błędy, to przynajmniej własnym charakterem pisma. Cudze kleksy wyjątkowo trudno spiera się z życiorysu.

11 komentarzy:

  1. Nawet czyjes najlepsze rady w konkretnym przypadku moga okazac sie bledem. Teoretycznie- nasze ego zawsze ma wybor, ale dochodza te czynniki, ktore ksztaltowaly nas za ,,mlodu,, i wtedy pojawia sie pytanie: - czy to ja -swiadome podejmuje decyzje, czy wpojone, niekoniecznie metoda kija i marchewki/ kleczenia na grochu , schematy zachowan : postawic sie i pojsc swoja droga/podporzadkowac sie czyjemus zdaniu.
    Na konkretnych etapach rozwoju mamy szanse , ze z czasem wyzwolimy sie z tego, co nas ogranicza w byciu na ,,swojej drodze,,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieraz człowiek jest święcie przekonany, że maszeruje własną drogą, a dopiero po latach odkrywa, iż trasę wytyczył mu ktoś inny i jeszcze poustawiał znaki zakazu. Najtrudniej rozpoznać, czy mówi przez nas świadome „ja”, czy dobrze wytresowany lokator z dzieciństwa, który bez pytania zajął najlepszy pokój. Dojrzewanie chyba polega także na tym, by wreszcie wręczyć mu wypowiedzenie - najlepiej bez prawa powrotu. A cudze rady traktować jak prognozę pogody: wysłuchać, lecz parasol wziąć albo nie wedle własnego uznania.

      Usuń
  2. To niezwykle ważny temat :) Oczywiście, że nie jesteśmy nieomylni i popełniamy błędy. Nieraz warto wysłuchać mądrej rady. Tylko właśnie.. gdzie jest granica? Kto ją ustali w naszym życiu jak nie my sami? ;) Przecież skoro my jesteśmy nieomylni i czasem nie wiemy co zrobić, to CI LUDZIE TEŻ! No niby takie oczywiste, a jednak odkrywcze, co nie? ;)
    A nieraz czyjeś "dobre chęci" przy ustalaniu granic naszego prywatnego życia faktycznie przypominają pisanie za nas.. dosłownie wszystkiego: od jadłospisu, przez ustalanie terminarza wizyt i spotkań, aż po ilość godzin snu.
    Rewelacyjny tekst, czekam na kolejne! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek nieomylny nie istnieje, za to samozwańczych ekspertów od naszego życia jakoś nigdy nie brakuje ;) Rada jest cenna dopóty, dopóki pozostaje radą, a nie zamienia się w rozporządzenie wykonawcze z jadłospisem, terminarzem i godziną gaszenia światła. „Dobre chęci” potrafią czasem wejść człowiekowi na głowę, rozsiąść się tam wygodnie i jeszcze poprosić o kawę. Dlatego warto słuchać innych, ale pióro - i ostatnie słowo - jednak trzymać we własnej ręce; dziękuję za tak uważną lekturę! :)

      Usuń
  3. O, tego to ja bardzo nie lubię. Głupich gadek w stylu "najwyższy czas już na dziecko", "znajdź sobie chłopaka, bo starą panną zostaniesz" itd. Jeszcze gorsze są pseudopsychologiczne wywody na temat człowieka, którego się nie zna. I w końcu dobre rady, które o kant d***y rozbić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domorośli zarządcy cudzego życia potrafią w pięć minut rozpisać człowiekowi plan aż do emerytury, choć nie znają nawet pierwszego rozdziału jego historii. Zaglądają do cudzej metryki, łóżka i głowy, po czym ogłaszają diagnozę. Dobra rada udzielona bez pytania często jest po prostu wścibstwem w odświętnym ubranku. A z takim prezentem naprawdę nie trzeba grzecznie paradować ;)

      Usuń
    2. Ważne, że napisałaś o zaglądaniu do głowy i stawianiu diagnozy. Najbardziej pożałowania godni są domorośli pseudopsycholodzy, którzy pierwszy raz czytają, co napisałam i wyrokują o moim stanie psychicznym, fizycznym, osobistym, materialnym itd.

      Usuń
  4. Bardzo trafne porównanie z tym piórem i cudzą korektą. Chyba każdy z nas choć raz miał wrażenie, że ktoś próbuje napisać za niego scenariusz, bo przecież „wie lepiej”, co będzie dla nas dobre. Z drugiej strony czasem jedna szczera uwaga od bliskiej osoby potrafi otworzyć oczy, więc chyba największa sztuka to odróżnić troskę od próby przejęcia sterów. A może właśnie te nasze krzywe przecinki i nieidealne rozdziały sprawiają, że ta historia jest naprawdę nasza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra rada powinna być jak ołówek podany do ręki, a nie długopis, którym ktoś bez pytania bazgrze po naszym rękopisie. Bliska osoba może dostrzec literówkę, której sami uparcie nie widzimy, ale nie znaczy to jeszcze, że ma prawo przepisać cały rozdział i zmienić zakończenie.

      Usuń
  5. O tak, ile to razy wielu/wiele z nas słyszało podobne porady na wszystko, bo starsi wiedzą lepiej, bo koleżanka jest bardziej doświadczona, bo szef ma zawsze rację.
    Z drugiej strony, są osoby, które same domagają się rad, a i tak robią po swojemu lub popełniają te same błędy bez refleksji...
    Nie da sie przejść drogi w cudzych butach, no i dobrze mieć cel przed sobą:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - cudze buty mogą wyglądać na wygodne, ale zwykle uwierają dokładnie tam, gdzie ich właściciel nawet tego nie czuje ;) Z radami bywa zresztą osobliwie: jedni rozdają je całymi wiadrami, choć nikt nie zamawiał, inni zbierają je jak znaczki, po czym starannie chowają do szuflady i po raz kolejny wchodzą w tę samą kałużę. Każdy ma jednak prawo do własnych błędów, pod warunkiem że kiedyś zechce wyciągnąć z nich coś więcej niż zabłocone nogawki. Cel warto mieć przed sobą, lecz trasę i obuwie najlepiej wybierać osobiście :-)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)