W naszym społeczeństwie istnieje osobliwa kategoria tematów, które – choć z natury należą do sfery prywatnej – z uporem godnym lepszej sprawy są wyciągane na forum publiczne i obracane w zbiorową debatę. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje kobieca macica, ten niewielki organ, który z niewiadomych przyczyn urasta w oczach otoczenia do rangi dobra narodowego. Wystarczy, że kobieta po trzydziestce, z twarzą spokojną i sumieniem nieobciążonym, oświadczy mimochodem, iż nie planuje potomstwa, a natychmiast uruchamia się dobrze naoliwiona machina komentarzy, westchnień i pouczeń.
Nagle każdy staje się ekspertem od cudzego szczęścia, anatomii, psychologii i planowania emerytalnego. Ciotki, koleżanki z pracy, panie z osiedlowego sklepu, a czasem nawet osoby, które nie potrafią zapamiętać naszego nazwiska, z zaskakującą śmiałością zaglądają tam, gdzie nie zostały zaproszone. Wszystko oczywiście w trosce. Bo przecież nic tak nie usprawiedliwia wścibstwa, jak troska.
Przez lata uzbierał się imponujący katalog złotych myśli, które kobieta bez dzieci słyszy z regularnością godną hejnału mariackiego. Niektóre brzmią jak sentencje wyjęte z taniego poradnika psychologicznego, inne przypominają subtelnością młot pneumatyczny, ale wszystkie łączy jedno przekonanie: że decyzja o nieposiadaniu dzieci jest co najwyżej chwilową fanaberią, którą należy skorygować za pomocą kilku dobrze dobranych sloganów.
„Będziesz szczęśliwsza, kiedy będziesz miała dzieci”
To zdanie bywa wypowiadane z miną człowieka, który właśnie przekazuje tajemnicę wszechświata. Tymczasem szczęście nie jest produktem seryjnym, sprzedawanym według jednego wzoru, w którym pozycja „dziecko” stanowi element obowiązkowy niczym instrukcja obsługi.
Dla jednej kobiety szczęściem będzie gwar rodzinnego domu, rozrzucone po podłodze klocki i małe dłonie obejmujące ją za szyję. Dla innej – sobotni poranek, cisza, filiżanka mocnej kawy, pies śpiący u stóp i świadomość, że nikt nie pyta, gdzie są jego skarpetki. Trudno rozstrzygnąć, która z tych wizji jest bardziej wartościowa, podobnie jak trudno dowieść, że róża jest szlachetniejsza od jaśminu tylko dlatego, że częściej pojawia się w bukietach.
„Nie mogę sobie wyobrazić, że nie chcesz mieć dzieci”
I bardzo dobrze. Wyobraźnia jest sprawą indywidualną. Ja z kolei nie potrafię pojąć, jak można z entuzjazmem marzyć o dziewięciu miesiącach mdłości, porodzie i wieloletniej odpowiedzialności za drugiego człowieka. A jednak nie kwestionuję prawa innych do takich marzeń.
Dojrzałość nie polega na tym, by wszyscy pragnęli tego samego, lecz by zaakceptować, że cudze wybory nie muszą być odbiciem naszych własnych.
„Co ty robisz całymi dniami?”
W tym pytaniu pobrzmiewa podejrzenie, że życie bez dzieci przypomina pustynną równinę, po której przetacza się jedynie tumbleweed rodem z westernu. Tymczasem brak potomstwa nie oznacza braku treści. Można pracować, podróżować, pisać, czytać, uczyć się, rozwijać pasje, spotykać się z ludźmi, troszczyć się o bliskich i zapełniać dni po brzegi rzeczami, które mają sens. Nuda nie jest stanem cywilnym.
„Kto poda ci szklankę wody na starość?”
To argument wzruszający w swojej prostocie i równie naiwny, jak wiara w to, że kupno losu na loterię jest strategią emerytalną. Dzieci nie są polisą ubezpieczeniową ani gwarancją opieki. Bywa, że mieszkają na drugim końcu świata, bywają pochłonięte własnym życiem, bywają emocjonalnie nieobecne. Sprowadzanie człowieka na świat z myślą o tym, by kiedyś podał nam kubek z wodą, jest koncepcją tyleż praktyczną, co moralnie osobliwą.
„Dzieci nadają życiu sens”
Jeżeli sens życia można zamknąć wyłącznie w akcie reprodukcji, to ludzka egzystencja jawi się jako przedsięwzięcie zaskakująco ubogie. Sens odnajdujemy w pracy, twórczości, przyjaźni, miłości, podróżach, poznawaniu świata, pomaganiu innym i tysiącu codziennych doświadczeń, które nie mają nic wspólnego z numerem PESEL wpisanym w rubryce „dziecko”.
„Zmienisz zdanie, kiedy urodzisz”
Trudno o bardziej osobliwą logikę. To tak, jakby osobie, która nie chce skakać ze spadochronem, doradzać, by jednak spróbowała, bo być może spodoba jej się lot.
Macierzyństwo nie jest próbką kosmetyku, którą można przetestować i odstawić, jeśli nie spełni oczekiwań. To decyzja, której skutki rozciągają się na całe życie – zarówno matki, jak i dziecka.
„Powinnaś się pospieszyć, zanim będzie za późno”
Niewiele rzeczy wzrusza bardziej niż nagłe zainteresowanie obcych ludzi stanem naszych jajników. Oczywiście istnieje biologiczny kalendarz, lecz świadomość jego istnienia nie oznacza automatycznej potrzeby dostosowania do niego całego życiowego scenariusza. A jeśli kiedyś pojawi się żal? Cóż, każdy człowiek nosi w sobie jakieś niewykorzystane możliwości. To nieodłączny element dorosłości.
„Jeśli nie rodziłaś, nie znasz prawdziwego bólu”
Życie ma zadziwiającą zdolność dostarczania cierpienia w rozmaitych konfiguracjach, nie pytając uprzednio o historię położniczą. Poza tym trudno zrozumieć, dlaczego doświadczenie bólu miałoby stanowić argument za podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Gdyby tak było, stomatolodzy byliby największymi ambasadorami sensu życia.
„Co mówisz ludziom, gdy pytają, dlaczego nie masz dzieci?”
Najczęściej odpowiadam zgodnie z prawdą, że dobrze mi z moim życiem. Czasem, dla urozmaicenia, dodaję, że praca z ludźmi małymi i dużymi jest najskuteczniejszym środkiem antykoncepcyjnym, jaki wynaleziono. To zwykle wystarcza, by rozmowa, niczym źle zaplanowana wycieczka, dobiegła końca.
„Tik-tak, twój zegar biologiczny tyka”
Być może. Ja jednak od lat nie słyszę żadnego tykania, a jeśli nawet gdzieś w tle pracuje jakiś subtelny mechanizm, najwyraźniej nie ma w zwyczaju wydawać mi rozkazów. Nigdy nie wierzyłam, że życie należy układać według dźwięku metronomu, którego istnienie najczęściej deklarują ci, którzy wyjątkowo chętnie dyrygują cudzym losem.
Najbardziej zdumiewa mnie to, że decyzja o nieposiadaniu dzieci bywa traktowana jak moralna usterka, którą należy niezwłocznie naprawić. Kobieta bezdzietna nadal zbyt często bywa postrzegana jako egoistka, istota niedojrzała albo ktoś, kto najwyraźniej nie zrozumiał instrukcji obsługi własnego życia.
Tymczasem nie ma nic bardziej dojrzałego niż świadomość, czego się chce – i czego się nie chce.
Nie każdy powinien zostać rodzicem. Nie każdy odczuwa taką potrzebę. Nie każdy musi realizować ten sam społeczny scenariusz, według którego po ślubie następuje dziecko, po dziecku drugie, a potem kredyt i rodzinne zdjęcie przy choince. Jedni wybierają macierzyństwo i znajdują w nim spełnienie. Inni wybierają inną drogę i również żyją pełnią życia. Żadna z tych decyzji nie wymaga usprawiedliwienia. Bo w gruncie rzeczy cała ta dyskusja sprowadza się do bardzo prostej prawdy, którą – paradoksalnie – najtrudniej zaakceptować: nie każdy człowiek potrzebuje tego samego, aby czuć, że jego życie jest kompletne.
A jeśli ktoś patrzy na własną codzienność i z cichym, pozbawionym egzaltacji zadowoleniem stwierdza, że jest mu dobrze dokładnie tak, jak jest, to naprawdę nie ma powodu, by poprawiać ten scenariusz wyłącznie dlatego, że komuś innemu bardziej podobałaby się inna wersja.









