czwartek, 4 grudnia 2014

''Masz być jak Tommy Lee Jones w Ściganym!'', a nie jak ciepła klucha...

Grafika: www.banzaj.pl

W dzisiejszym świecie, jeżeli nie jesteśmy wystarczająco asertywni, agresywni, głośni, upierdliwi, wymagający to możemy się spodziewać jednego, brzydko mówiąc, wydymania w d… szeroko pojętego. Nie warto być miłym, kulturalnym, cierpliwym; jedyne co nas może spotkać to pełna zlewka, ze strony drugiej, od której chcemy coś uzyskać. Swoje spostrzeżenia opieram na własnym przykładzie; z natury jestem pokojowo nastawiona do świata i daleko mi do furiatki z obłędem w oczach, która wyzywa wszystkich i wszystko, co się pojawi w polu widzenia. Życie coraz częściej wymusza na mnie postawę: Bądź, jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”, bądź chamem, bądź świnią, itp. To nie jest bliska memu sercu postawa, ale przekonałam się wielokrotnie, że bez zębów na wierzchu i warczenia zginę, zagryzą mnie inne psy, oczywiście w przenośni. Kłóci się to z moim charakterem, sposobem bycia, ale cóż… Spinam pośladki i udaję groźną wymagającą matronę, która wie czego chce i pewność siebie wylewa jej się uszami ;)

Kilka dni temu, nie po raz pierwszy, wystąpiła w mym domostwie awaria sieci internetowej; dzwonię zatem pod właściwy numer telefoniczny XXX i wykładam kulturalnie, o co mi chodzi. Pani Konsultantka przez duże K oznajmia, iż już się sprawą zajmuje i oddzwoni do mnie w celu poinformowania mnie, kiedy usuną usterkę. Mijają godziny, netu jak nie było tak nie ma, telefonu też nie ma… Dzwonię… Oczywiście słyszę: Wszyscy nasi konsultanci są teraz zajęci, bam bim bam bam bim bam… Ok, myślę sobie – zadzwonię później. Piszę również maila do firmy X, że zgłosiłam usterkę i czekam… Dostaję odpowiedź, iż wkrótce wszystko będzie naprawione. Czekam… czekam… Jest wieczór… Firma już zamknięta, dodzwonić się nie da, netu nie ma, a moje poirytowanie przybiera na sile… Następnego dnia… Piszę zaraz z rana kolejnego maila… Zero odpowiedzi… Dzwonię… Konsultanci zajęci… W końcu późnym popołudniem staje się cud - zostaję połączona z Konsultantką przez duże K… ale nie jestem niestety, ani trochę, miła i kulturalna... Moja kultura osobista znika jak bańka mydlana, a na pierwszy plan wysuwa się Tommy Lee Jones ze "Ściganego" i do słuchawy kieruję słowa, których potem się wstydzę. Po moim wystąpieniu, przez duże W, Internet pojawia się po pół godzinie. Bez komentarza…

Czy rzeczywiście konieczne jest takie zachowanie, żeby coś uzyskać w tym kraju? Każdy pracuje, być może większość nie lubi swojej pracy, ale to chyba nie powód do tego, żeby zmuszać ludzi do takich zachowań? Przykre jest to, że na wiele osób działa krzyk, chamstwo i agresja, a jak człowiek jest miły, grzeczny i sympatyczny to może, co najwyżej, dupę nadstawić... do wiadomo czego...
Pewnie część się oburzy i zarzuci mi małą kreatywność i sprowadzanie wszystkiego do brutalnej agresji słownej; uwierzcie - jestem bardzo kreatywna ;) ale życie dobitnie pokazuje mi każdego dnia, że statystyczny Kowalski najlepiej reaguje na podniesiony ton, niemiły wyraz twarzy i generalnie wizerunek babiszona z jajami jak arbuzy. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich sytuacji, w których mam okazję uczestniczyć.
Co innego, gdy zostanę zatrzymana przez panów policjantów - wtedy jaja chowam do kieszeni i udaję najsłodszą istotę na Ziemi, którą niespotykane okoliczności przyrody polskiej zmusiły do przekroczenia prędkości ;)

2 komentarze:

  1. Kobietko- pragnę Cię nominować do zabawy Libster Blog Award. Dziękuję za świetnego bloga, a więcej informacji znajdziesz tutaj http://kobi-eco.blogspot.com/2014/12/liebster-blog-award-po-raz-drugi-kobi.html ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      dziękuję za nominację; już wszystko ogarnęłam i zastosowałam się do wskazówek :)
      Pozdrawiam.

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)