niedziela, 30 listopada 2014

WIERSZYK - Rok i jego tok...


ROK I JEGO TOK...

Styczeń z lutym mają problem -
z marcem jest im niewygodnie!
Bo u niego jest jak w garncu -
zima lub wiosna w natarciu!
Kwiecień z majem się wspierają,
razem wiosnę rozkręcają!
Czerwiec lato niesie w darze,
które lipcowi przekaże!
Ten wraz z sierpniem z dumy pęka:
My wakacje mamy w rękach!
Wrzesień smutny nieco bywa -
on do szkoły wszystkich wzywa!
A październik z listopadem -
prześladują nas opadem:
liści, deszczu oraz śniegu,
bo nadciąga zima w biegu!
A na koniec grudzień mamy -
ten śniegowe ma bałwany!
To ostatni miesiąc w roku,
więc się szykuj do przeskoku!
W Nowy Rok wesoło wskakuj!
I ze styczniem powiwatuj:
Sto lat! Sto lat! Nowy Roku!
Zostań z nami, jak co roku!

Zapraszam do WYTWÓRNI - tam można znaleźć inne moje wytwory :)

piątek, 28 listopada 2014

Petarda w lodówce... O tym, jak ubóstwiam mast hewy...

Grafika: Eve Daff

Petarda to nowe, nie nowe, słowo, które ostatnio natarczywie atakuje mnie z każdego, mam wrażenie, kąta. 
Spoglądam na jakiś tam program w telewizji i słyszę: Ale petarda! Niezła petarda! Petarda! Petarda! No, petarda! Chłopie, prawdziwa petarda! 
W sklepie stoją dwie młode niewiasty przy szminkach i też: Petarda! Kolor petarda! Ale się błyszczy – petarda! 
Otwieram lodówkę i boję się, że mnie petarda zaatakuje. 
Rozumiem, że tego typu skrótem myślowo-słownym, może się posługiwać gimbaza (to też chyba nowe słowo, bynajmniej dla mnie), ale kobieta na poziomie, petardująca wszystko dookoła czy wyglądający na inteligentnego facet, który też jedynie petardą potrafi się posłużyć to jakaś żenada… Nie komentuję ludzi z telewizji, prowadzących różne programy, którzy jakiś tam poziom powinni sobą, chyba reprezentować, a może nie powinni? 

Czy nasz język jest, aż tak ubogi, że jedyne, na co stać niektóre osoby to użycie słowa: petarda? 

Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, jakie znaczenie ma słowo petarda:

a) Petarda to niezła laska, ładna kobieta, super babka. (Osobiście nie chciałabym być nazwana petardą, kojarzy mi się to z produkcją nadmiernej ilości gazów lub z niewiastą uprawiającą duże ilości seksu z byle kim i byle gdzie…)

b) Petarda to przywalenie komuś w twarz, uderzenie, zdzielenie, zaserwowanie, tak zwanego, liścia soczystego i inne zachowania mające na celu znokautowanie przeciwnika.

c) Petarda to rodzaj samopoczucia, jeżeli czujemy się cudownie, bosko, niesamowicie np. po wypiciu piwka czy drinka, to mówimy, że petarda była. Jak się dobrze bawimy na dyskotece to też petarda była. Jak seks był nieziemski to też petarda itd.

d) Petarda to coś zachwycającego, nie ważne co: przedmiot, wydarzenie, zachowanie itd.

Takich kwiatków językowych mamy pewnie sporo. Kolejny, który mnie rozłożył na łopatki to: „must have”. Oglądałam program o higienie jamy ustnej, zębach i całym tym bajzlu gębowym; na ekran wtoczyła się pani ekspert w tej materii: stomatolog z tytułami - doktor „Bułkę przez bibułkę”, po czym słyszę, iż w celu zachowania uzębienia w doskonałym stanie przez długie lata konieczne jest następujące mast hew... I tu nasza pani doktorowa wymienia różne mast hewy zębowo-dziąsłowe. Inny babiszon w programie o urodzie też mi serwuje mast hewy, na zmarchy. 
Nie wiem, może ja z innej planety jestem, albo system nerwowy mi siada lub jesienna deprecha mi jakoś szczególnie uwrażliwiła komórki nerwowe, ale te wszystkie petardy i mast hewy wywołują u mnie podniesiony poziom agresji. Mamy taki piękny, bogaty język, a takich śmieci używamy i jeszcze katujemy tym innych. 

czwartek, 27 listopada 2014

WIERSZYK - Ram, tam, tam!

Grafika: www.gopixpic.com

RAM, TAM, TAM!

Ram, tam, tam!
Plim, plum, plam!
Niezły pomysł dzisiaj mam:
Stanę sobie na mej głowie -
coś śmiesznego wam opowiem!
Ram, tam, tam!
Plim, plum, plam!
Mieszkał w lesie pewien klaun!
Na jagody, grzyby chodził -
dziwne rzeczy z nimi robił!
Ram, tam, tam!
Plim, plum, plam!
Jagodami żonglował ten klaun!
Z borowików robił figurki,
muchomorom szył mundurki!
Ram, tam, tam!
Plim, plum, plam!
Podgrzybki w paski malował klaun!
Maślaki czesał szczoteczką,
A kurki czyścił ściereczką!
Ram, tam, tam!
Plim, plum, plam!
W głowie już bałagan mam!
Koniec tego bajdurzenia -
moja głowa chce wytchnienia!
Ram, tam, tam!
Plim, plum, plam!
Dla was też zadanie mam:
Narysujcie klauna w lesie,
który grzyby w koszu niesie!
Ram, tam, tam! 
Plim, plum, plam!

środa, 26 listopada 2014

Nowości w świecie blogów, czyli Kobietoskop w wersji audio...


Tych, którzy nie lubią czytać, zapraszam do posłuchania wpisów z mojego bloga; 
wykorzystajcie darmową aplikację telefoniczną Audioblog Light Beta, która jest dostępna w sklepie Google Play; 
szczegóły techniczne są tutaj: AUDIOBLOG

Zapraszam i miłego słuchania :)

niedziela, 23 listopada 2014

Spuszczeni ze smyczy, czyli wyjazd integracyjny pełną gębą?

Grafika: Eve Daff

Czy każdy wyjazd integracyjny ocieka seksem? Z doświadczeń własnych i cudzych wiem, że nie każdy, ale lekki erotyzm i wyuzdanie wyziera chyba z wielu. Wszystkiemu oczywiście winien jest alkohol, który niepostrzeżenie zdziera, z uczestników takiego wyjazdu, zgrzebną szatę przyzwoitości. Do tego dorzućmy odpowiednie miejsce w postaci dużego hotelu z klubem nocnym i może się zadziać wiele: na co dzień spokojna matka polka staje się lwicą parkietu, zakompleksiona pani Halinka pląsa bez butów i śmiało potrząsa grzywą i nie tylko, a z twarzy pulchnej Janinki nie znika uśmiech nr 5 do przypadkowo poznanego na parkiecie pana X. Pan Zygmunt wykorzystuje okazję do obmacania swoich koleżanek z pracy, które niestety nie wyglądają na trzeźwe, a Jasiu ochoczo stawia drinki, w nadziei na coś więcej, niż mało subtelne przestudiowanie wypukłości pani Zosi w otoczeniu dymu i świateł dyskoteki.

Do czego zmierzam…? Jeżeli ktoś łudzi się, że na takich wyjazdach są osoby nie mające sobie nic do zarzucenia, to jest ich naprawdę mało. Przyzwoitość znika tu jak bańka mydlana lub jest okryta byle jaką szmaciną. Kto się zachowuje najgorzej? Moim zdaniem osoby niewyżyte w młodości, które poznały swego oblubieńca/oblubienicę mając lat dwadzieścia czy dwadzieścia kilka, był to często ich jedyny partner seksualny, młodości w pełni nie wykorzystały, bo dom, bo dzieci, bo obowiązki, itp., itd. Nie jest to, oczywiście, reguła. Powszechnie nazywane jest to spuszczeniem ze smyczy: im krótsza smycz w domu, tym większa chęć zbałaganienia się tkwi w takiej osobie. Jeżeli jesteśmy świadkami takich wydarzeń to najlepsza metoda na strawienie tego kalejdoskopu rozpusty, niestety ogranicza się do wypicia przyjaciela z procentami; można się również ewakuować, jeśli nie lubimy trunków, ale wtedy zostanie nam przyklejona łata: kto nie pije, ten donosi… Absolutnie zakazanym gadżetem na takim wyjeździe jest aparat fotograficzny – może stać się narzędziem o boskiej mocy, zwłaszcza w sytuacji uwiecznienia kompromitujących faktów, które podzieją się na naszej integracji. Aaa... Obrączka nie jest tutaj żadną gwarancją, że nasz mąż/żona jest na takim wyjeździe twierdzą nie do zdobycia, a nawet śmiem rzec, że twierdza ta, w przypadku zaobrączkowanych, rozwiera swe wrota najszybciej. 

Czy płeć ma tu znaczenie? Moim zdaniem, nie ma – faceci i babki nie ustępują sobie w zdzieraniu szat przyzwoitości. Różnice pojawiają się w momencie rozważania wątku przypadkowych stosunków odbytych z płcią przeciwną i nie tylko przeciwną… Mój znajomy ma takie powiedzonko: „Baba naprana – dupa sprzedana”; naprany facet dupę też może sprzedać, ale nie jest raczej zdolny do pełnej gotowości kopulacyjnej, więc jedyne co mu grozi to stosunek z panem Heńkiem czy Mietkiem, który najlepiej zapamięta jego zakończenie przewodu pokarmowego. Inne powiedzonka zasłyszane w towarzystwie i nadające się do wątku integracyjnego to: „Kobieto! Pij, pij – będziesz łatwiejsza…” i do faceta: „Pij, pij – nie będziesz mógł…” Ile w tym prawdy – nie mnie to oceniać. Każdy ma swój rozum, który niestety na wyjazdy integracyjne również należy zabierać, ale to nie wszystko, zabrany rozum nie powinien być zostawiany w hotelowym pokoju w szczelnym zamknięciu - jego brak może mieć opłakane skutki. Poza tym widok napranej baby czy faceta jest żałosny, nie mówiąc o przypadkowych kopulacjach odbywających się tu i ówdzie… 

Bawić się zawsze warto, wyluzować się też należy, ale ostatniej działającej komórki mózgowej nie powinniśmy zatopić w odmętach wódki, drinka, wina czy piwa. 
Pozdrawiam i życzę działającego, chociaż częściowo, mózgu na wyjazdach integracyjnych ;)

Na koniec garść tematycznego humoru ;)
Żona żegnając się z mężem, poucza go jak ma się zachowywać na wyjeździe integracyjnym:
-Pamiętaj: nie chodź do późna z koleżkami, nie pij, nie tańcz z innymi kobietami, nie szukaj przygodnych znajomości...
-Coś jeszcze???
-I baw się dobrze!

W dobrym filmie, w ciągu dwóch godzin główny bohater zdąży pannę poznać, wyrwać, wyobracać i rzucić. W życiu tak nie jest... chyba, że na wyjeździe integracyjnym z firmy.


WIERSZYK - Miś Pluszatek!


Grafika: A.J.

MIŚ PLUSZATEK!

Miś Pluszatek ma pięć latek,
niezły z niego jest gagatek!
Co dzień do przedszkola chodzi,
misiowej grupie przewodzi!
To dopiero jest gromadka -
dla pedagoga wielka zagadka!
Jak dzikuski wciąż brykają,
głośno krzyczeć nie przestają!
Często Pani wkracza do boju:
Koniec szaleństwa! Chwila spokoju!
A Ty, Pluszatku, mały gagatku,
usiądź na miejscu dla pięciolatków!
W przedszkolu różne rzeczy robimy,
ale tak głośno nie krzyczymy!

WYTWÓRNIA zaprasza - można tam znaleźć inne wierszyki i bajowierszyki mojego autorstwa :)

środa, 19 listopada 2014

CO TO JEST @b...???



Miś Marian i @b...

Miś Marian razem z kumplami - 
znaleźli telefon ze słuchawkami! 
Pooglądali go dookoła:
O rety! Coś z niego głośno woła!
Ten telefon to kameleon!
Napis się jakiś wyświetla jak neon!
Marian czytał ze wszystkich najlepiej, 
więc składa literki i głośno klepie:
"Audioblog Light Beta..."
To musi być jakaś obca planeta!
A może sławna w świecie kobieta!
Albo niebezpieczna dla Ziemi kometa!
Chłopaki poszukajcie w necie -
może coś na ten temat znajdziecie!
Mamy! Marianku - to nie planeta!
Nie jest to żadna kobieta, kometa!
Marian i inne łobuziaki - 
zaczęli czytać wierszyk taki:

Aplikacja – do posłuchania:
Udana, rzadko spotykana!
Dopracowana, przemyślana!
Interesująco – zaserwowana!
Odlotowo – reklamowana!
Blogowe – czytujesz teksty?
Lubisz – ciekawe treści? 
Odkryj, na telefon, aplikację!
Gigantyczną – rewelację!
AUDIOBLOG – w świat blogów skok!

Marian wytrzeszczył oczy zdziwiony:
Trzeba telefon oddać znaleziony!
Właściciel pewnie jest zmartwiony -
bez tej aplikacji - żywot stracony!
Na poszukiwania chłopcy się udali,
ponton z tej okazji nawet zwodowali!
Dość długo trwały poszukiwania -
znalazł się właściciel z samego rana!
Oj, chłopcy bardzo Wam dziękuję -
w nagrodę koszulkę każdemu podaruję!
Koszulka biała, piękna, odlotowa -
literka @, literka b - na niej kolorowa!
Cała przygoda została sfotografowana,
a poniżej dokumentacja zaserwowana!

Fot.1: Marian i chłopaki płyną na pontonie...

Fot.2: Takie koszulki dostali w prezencie...

Fot.3: Marianowi najbardziej spodobały się literki...

Fot.4: Dumny miś Marian w nowej koszulce; 
zostawił tylko literki @b, resztę zamalował ;)

A tak poważnie podchodząc do sprawy to zapraszam do posłuchania mojego bloga i innych ciekawych słuchowisk; wykorzystajcie darmową aplikację Audioblog Light Beta, która jest dostępna w sklepie Google Play; 
szczegóły techniczne są tutaj:

Grafika: A.J. i Eve Daff

wtorek, 18 listopada 2014

Recepta na "Rozwolnienie obyczajów" w blogosferze...

Grafika: www.examtime.com

„Rozwolnienie obyczajów” to prawdopodobnie jakiś rodzaj choroby cywilizacyjnej, która infekuje, nie tylko teksty na blogach; potrafi zalęgnąć się w różnych zakamarkach społeczeństwa i zrobić tam spustoszenie.
A w świecie blogów jest jak w urodzinowej bombonierce – znajdziesz tam prawdziwe pyszności, ale są też takie czekoladki, które po spróbowaniu stają nam kołkiem w gardle. Na szczęście mamy wybór i możemy sięgać po to, co nam naprawdę smakuje.

Część ludzi prowadzących blogi jest zwabiana do tego świata, jak muchy do lepu, wizją popularności na wielką skalę i łatwego zysku: nakręceni telewizyjnymi ochami i achami nad modowymi blogerkami, które zarabiają podobno krocie, dążą za wszelką cenę do zaistnienia w tym światku. Osobiście nie lubię blogów tego typu – mam wrażenie, że są ich miliony, a wyłuskać tam coś, naprawdę wartościowego, to sztuka. 

Kolejni piszą blogi o życiu, wychodząc z założenia, że wulgaryzmy, szokujące fotografie, chamstwo - wywindują ich na szczyt popularności; komentując inne blogi też starają się za wszelką cenę obrazić kogo się da. Nie jest to do końca pozbawione sensu działanie – wiele osób daje się wciągnąć w taką pułapkę – rozjuszone jak byki, odwzajemniają komentarze – tym samym napędzając ilość wizyt na blogu chamskiego krzykacza, a oto przecież naszemu prowokatorowi chodzi.

Nie rozumiem też fenomenu popularności niektórych blogów – nie ma tam, według mnie, nic powalającego na kolana, a tłumy ludzi tam zaglądają, widać to zwłaszcza w różnych rankingach; podejrzewam tutaj jakieś nadprzyrodzone zdolności właścicieli, wystarczy puścić machinę odpowiednio w ruch, a potem się sama kula – zwykła ludzka ciekawość pcha nas do takich blogów. 
Takich przykładów pewnie każdy znajdzie wiele – ja zawsze twierdziłam, że w naszym kraju, na pewno, można dorobić się fortuny na głupocie ludzkiej i odchudzaniu. 

Na szczęście są też blogi przez duże B, które sama, przez przypadek, odkryłam w odmętach Internetu – wracam do nich z przyjemnością, ponieważ znajduję tam swoje miejsce i cenię autora za słowa: ciekawe, intrygujące, dowcipne, bez błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i językowych. Autor takiego bloga nie musi mieć całej hordy reklam, zachęcajek w postaci konkursów, nie jest chamski i natarczywy w tym co robi, ludzie wracają do niego, bo ma coś co nie jest materialną, byle jak, stworzoną papką, wracają, bo cenią prawdziwy talent.

Na planecie Blog znajdzie się miejsce dla każdego kosmity i jego świty, nie mamy prawa nikogo z niej wyrzucać; sami mamy wybór i możemy odwiedzać tych kosmitów, których lubimy i cenimy, a w razie kontaktu z kosmitą propagującym „rozwolnienie” zawsze można zażyć pigułkę na biegunkę.

A jakie jest Wasze zdanie w tej sprawie?

Tekst powstał w odpowiedzi na post: 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Przepis na suchą pachę...

Z cyklu - porady cioci Ewy ;)

Rzecz będzie o mechanizmie regulacji temperatury ciała przez organizm, czyli o poceniu... W celu pozbycia się tej przykrej paszanej dolegliwości i podniesienia estetyki odbioru naszej postaci przez społeczeństwo rekomenduję poniższy produkt:


Jestem bardzo zadowolona, pachy przestały mnie nękać, a nękały przez wiele lat; można też zastosować na stópki i dłonie – odsyłam do fachowej literatury: http://www.doz.pl/leki/p1906-Antidral

Z osobistych doznań, w zakresie stosowania płynu Antidral, chciałabym się podzielić kilkoma: 
- nie jest to coś co ładnie pachnie, ale nie rujnuje zasobów pieniężnych konta osobistego,
- przed użyciem nie należy golić, depilować pach – w przeciwnym razie będziecie narażeni na mało przyjemne doznania w postaci wyżartej przez chemikalia pachy, co objawi się zaczerwienieniem, podrażnieniem i bólem,
- polecam stosować na noc, co drugi lub trzeci dzień; rano paszki myjemy i możemy swobodnie użyć ulubionego pachnidła,
- po jakimś czasie zauważycie, że nie trzeba już tak często sięgać po naszego wybawiciela.

sobota, 15 listopada 2014

WIERSZYK - Troskliwy budzik...

Grafika: Eve Daff

TROSKLIWY BUDZIK...

Dzwonił budzik - śmiesznie skacząc: 
Wstawaj śpiochu! Dzień czas zacząć!
Nie przestanę dzwonić głośno!
Ja się wykazuję troską!
Gdy nie wstajesz na wołanie -
nie masz czasu na śniadanie!
W biegu zawsze się ubierasz,
śmiesznie nogami przebierasz!
Pośpiech to kiepski towarzysz!
Może w końcu to rozważysz!
Gdy usłyszysz budzik z rana -
wstawaj więc bez ociągania!
Mam dla Ciebie jeszcze radę,
zanim wpadnę pod szufladę:
Nowy dzień to przygoda,
a pobudka to nagroda!

czwartek, 13 listopada 2014

Szukam męża... Chcę uratować świat?!?

Grafika: www.kiepy.pl

Czy małżeństwo jest niezbędnym warunkiem przetrwania normalnego świata i relacji społecznych? Ostatnie badania wskazują na tendencję spadkową, jeżeli chodzi o ilość zawieranych małżeństw na świecie. Coraz więcej młodych ludzi stawia na pracę, karierę, żyje w wirtualnej przestrzeni, odkładając decyzję o zakładaniu rodziny w daleką, daleką przyszłość. Przestrogą dla wszystkich ma być Japonia, która każdemu z nas kojarzy się z potęgą ekonomiczną; niestety ta potęga zaczęła kuleć, a przyczyny są bardzo prozaiczne: Japończycy pochłonięci pracą, oddani swoim ukochanym korporacjom, stali się społeczeństwem, któremu grozi katastrofa demograficzna. Coraz starsze społeczeństwo staję się przyczyną, coraz wolniejszego wzrostu gospodarczego. Młodzi Japończycy nie są zainteresowani flirtowaniem, seksem, poszukiwaniem żon i mężów; wolą spędzać czas gapiąc się na świat wirtualny. Do czego to prowadzi? Do społeczeństwa starców, a w kolejnym kroku do społeczeństwa, które przestaje istnieć…


A w naszym kraju, jak się sprawy mają? Obserwując społeczeństwo można zauważyć, że większość chce splątać się węzami małżeńskimi, tylko coraz więcej takich spętań kończy się, bardzo szybko, przed obliczem sądu - w celu zakończenia, często w atmosferze skandaliku, tego małżeńskiego pożycia. Młodzi ludzie, chyba bardzo szybko decydują się na śluby, nie zastanawiając się nad konsekwencjami tego kroku; pomieszkawszy, jako mąż i żona, ze sobą rok, dwa lata, mówią sobie: Baj, jesteś wolny/wolna, jak dzika świnia na zakręcie. 

Internet stał się miejscem, które daje nieograniczone możliwości poznania nowego partnera, pozostaje tylko pytanie, jak wielu partnerów chcemy poznać i w jakim celu? To jak wielki sklep z zabawkami: do wyboru, do koloru… Skoro zabawki są na wyciągnięcie ręki, to po co całe życie bawić się jednym i tym samym misiem czy lalą, pokusa jest wielka… By zainicjować znajomość nie trzeba nawet wychodzić z domu, wpadamy w pułapkę wirtualnych randek, seksu. Czy powstaną wirtualne rodziny i wirtualne dzieci? 

Współczesne kobiety, nie są uwiązane do swojego chłopa ekonomicznym sznurem i bez chłopa doskonale sobie poradzą. Kiedyś, kobieta nie pracowała, siedziała w domu, niańczyła dziecięcia i oddawała się obowiązkom pani domu; to pan domu zarabiał, a tym samym trzymał najlepsze karty w ręce. Nie tak łatwo było wtedy odejść i rzucić ukochanemu brudnymi gaciami w twarz. A dziś… pstryk i pani domu znika, ponieważ stać ją na własne mieszkanie, samochód i wolność bez mężczyzny i gaci do prania.

Kolejna sprawa to brak zasad i znieczulica, która panoszy się nawet wśród najmłodszych. Wystarczy się przyjrzeć: dwadzieścia lat temu nie bałam się grupy wyrostków, którą mijałam na chodniku, a dziś się boję… Boję się, że mnie okradną, pobiją, zabiją… I wcale nie mam na myśli dzieci z patologicznych rodzin, to dzieci z „normalnych” domów, w których brakuje jednej, najważniejszej rzeczy: czasu dla dzieci… To życie zawodowe, kariera, pieniądze kradną ten czas, ale jak żyć bez pracy? Tworzymy społeczeństwo z powywracanymi zasadami: dzieci nie mają szacunku dla starszych, dzieci mają dzieci, dzieci potrafią pobić swoją matkę czy ojca, dzieci dyktują warunki w domu – jacy dorośli wyrosną z tych dzieci? Strach się bać…

To wszystko, być może, doprowadzi nas na krawędź przepaści, w którą wrzucimy: małżeństwo, dzieci i rodzinę…

Czy doczekamy czasów, kiedy świat nie będzie miał małżeństw i staniemy się społeczeństwem, w którym największy odsetek stanowić będą klany singli? 

A może przemodelujemy nasze myślenie, niech podąży w innym kierunku... W Chinach mieszka grupa etniczna Mosuo, w której wszystko jest urządzone nieco inaczej: 
Najbardziej niezwykłym aspektem kultury Mosuo jest praktyka tzw. „chodzonego małżeństwa”, który jest dominującym systemem małżeńskim wśród Mosuo żyjących w okolicach jeziora Lugu Hu, a także w Syczuanie w okolicy Zuosuo i Yonging. Związek ten polega na tym, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta na stałe mieszkają w swoich domach rodzinnych, a mężczyzna zaakceptowany przez kobietę odwiedza ją po kolacji i zostaje u niej na noc, po czym wraca do swojego domu rano. Dzieci powstałe z takiego związku są dziećmi kobiety i są wychowywane przez jej rodzinę, a więc przez jej siostry, braci i innych mieszkańców domu, rozstanie się kochanków nie ma, więc wpływu na ich sytuację. Para nie jest złączona żadnymi więzami ekonomicznymi. „Chodzone małżeństwo” oparte jest wyłącznie na miłości i wzajemnej atrakcyjności. W społeczności Mosuo panuje ścisły podział ról na kobiece i męskie. Kobiety odpowiedzialne są za prowadzenie domu oraz wszelkie prace domowe. Mężczyźni wykonują cięższe prace i pracują zarobkowo oraz są odpowiedzialni za wszystkie sprawy związane z pogrzebami. Bracia matki są odpowiedzialni za życie religijne i obchody świąt. Wszystkie siostry pełnią rolę matek dzieci swoich i swoich sióstr. Kobieta zapytana, ile ma dzieci zawsze odpowie liczbą odpowiadającą liczbie dzieci swoich i wszystkich jej sióstr. Niepełnosprawni są uważani za wysłanników boga i mają swoje specjalne miejsce w społeczności Mosuo. Wszystkie dobra materialne, w tym pieniądze zarobione przez mężczyzn, są własnością całego klanu. Każdy z jego członków wnosi wkład pracy stosownie do swoich umiejętności i korzysta z dóbr odpowiednio do swoich potrzeb. W ten sposób również osoby chore czy za stare, by pracować, mają zapewnioną opiekę i wyżywienie. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Mosuo)

Współczesne małżeństwo...

wtorek, 11 listopada 2014

Pluszowy królik atakuje, czyli rozładuj się wizualizacją…


Nie lubisz swojego szefa? Na myśl  o rozmowie z nim, w cztery oczy, jelita przewracają Ci się na drugą stronę i wiążą w supełki? Spotkanie z teściową wywołuje syndrom nadmiernego przywiązania do muszli klozetowej? Spróbuj wizualizacji… To niewinne narzędzie psychologiczne, służące do wielu wzniosłych celów, może być rozwiązaniem, kołem ratunkowym w sytuacjach stresujących, niekomfortowych i różnych innych.

Spotkanie z szefem… niekoniecznie musisz się go bać, ale przypuśćmy, że wywołuje w Tobie dziesiąty stopień poirytowania, (żeby nie nazwać tego gorzej) roztaczając przed Tobą kolejną, fantastyczną wizję zmian, które wyniosą na wyżyny społeczne placówkę, w której pracujesz. Dodatkowo załóżmy, że szef nie jest podatny na przyjmowanie i wcielanie w życie pomysłów szarego pracownika X, wychodząc z założenia, że jego iloraz inteligencji, co najwyżej, nadaje się do pełnienia, tylko i wyłącznie, tej funkcji, którą łaskawie szef mu powierzył. Siedzisz więc, słuchasz i mdli Cię coraz bardziej… A teraz, spróbuj sobie go wyobrazić w stroju np. pluszowego karczocha lub brokuła… 


Sprawa wygląda, nieco inaczej… Twój wyraz twarzy nabiera, zdecydowanie ciekawszego, wydania, Twój szef powoli znika w odmętach pluszu, a Tobie łatwiej to wszystko znieść. Wypluszowanie agresywnego szefa, który nas przeraża, również powinno się sprawdzić w praktyce; taki szef-postrach, w wyniku pluszowania, staje się postacią zdecydowanie bardziej przyjazną.

Wystąpienia publiczne… kto je lubi? Ja, nie lubię, ale czasami muszę się publicznie udzielić. Publika nie musi się składać z ogromnej ilości osobników; są osoby, które czują się niepewnie, nawet na urodzinach cioci Maryni. A gdyby tak, wyobrazić sobie, że nasza publika to kolorowe galaretki owocowe lub misie Haribo, śmiesznie podskakujące na swoich żelowych zadkach… Jak dla mnie, robi się o wiele sympatyczniej i strawialniej, niż w przypadku normalnej publiczności.

Takich przykładów, można mnożyć wiele, ogranicza nas tylko wyobraźnia. Wizualizacje, o których tu wspominam, mają niestety swoją małą pułapkę: jeżeli, zapędzimy się w tym wizualizowaniu zbyt daleko, może mieć to nieciekawe konsekwencje… dlatego, poza wyrobieniem sobie tego mechanizmu zaradczego, powinniśmy nauczyć się go kontrolować. Jak wiadomo, praktyka, czyni mistrza, więc należy ćwiczyć - na obiektach, ze strony których, nie grożą nam jakieś poważne sankcje i najlepiej na płaszczyźnie naszego prywatnego życia, na przykład: spotkania rodzinne, w gronie znajomych.

Moja wizualizacja, o której wspominałam w jednym z komentarzy na tym blogu, skończyła się wyrzuceniem z zajęć na studiach. Były to bardzo nudne zajęcia, więc zaczęłam sobie wyobrażać, że chłop, który je prowadzi ma różowy, pluszowy strój króliczka. Podzieliłam się ta wizją z koleżanką siedzącą obok i wzajemnie zaczęłyśmy nakręcać naszą wizualizację dorzucając kolejne, pikantne szczegóły z życia ogromniastego pluszaka. Oczywiście skończyło się to wybuchem niekontrolowanego śmiechu, którego żadna z nas nie była w stanie opanować. Nasz prowadzący zajęcia nie zdzierżył dwóch wyjących ze śmiechu hien i wywalił nas za drzwi. Nie czułyśmy się z tym jakoś bardzo źle, w końcu mogłyśmy dać upust blokowanemu w trzewiach rechotowi. Taki obrót spraw niekoniecznie powinien mieć miejsce w gabinecie szefa, dlatego wizualizacje powinniśmy trzymać w ryzach.

Moim zdaniem, wizualizowanie to przydatna umiejętność, czasami z niej korzystam, żeby ubarwić nieco swój codzienny żywot, zmniejszyć poziom stresu czy obaw. Poza tym łatwiej przeżyć niektóre, nieciekawe momenty życia, odcinając się od nich w taki, trochę bajkowy sposób. Polecam…

Grafika: www.partybox.pl

poniedziałek, 10 listopada 2014

Z okazji Dnia Jeża - wierszyk :)




JEŻYK I MARZENIA...

Jeżyk ze ślicznym noskiem,
przemierzał pewną wioskę.
Szukał schronienia na zimę,
więc miał nietęgą minę.
Patrzył, wąchał i zaglądał,
na smutnego wciąż wyglądał. 
Choć raz w życiu - muszę -
przezimować w luksusie:
w pałacu, na pierzynach,
w atłasach i w muślinach!
Takie jeżyk miał marzenia,
lecz, niestety, nie do spełnienia!
Poszedł dalej leśną dróżką,
na grzbiet wrzucił jabłuszko!
Zagrzebał się w stercie liści,
tej zimy się smacznie wyśpi!
A marzenia - to skarby i 
nadają życiu - barwy!

Grafika: www.hedgehog-garden.com

A dla dorosłych dowcip, nie do końca, o jeżyku ;)
Idzie miś przez las i spotyka zajączka:
- Zając, gdzie idziesz?
- Na imprezę...
- Zając, weź mnie ze sobą....
- Ooo, nie!!! Znowu zaczniesz rozróbę i mnie pobijesz!
- Zajączku obiecuje, że Cię nie pobiję, ale weź mnie ze sobą, proszę...
- No dobra, jak obiecujesz...
Zając wstaje rano, patrzy do strumyczka i widzi podbite oko, szramę na policzku, futerko całe we krwi... Wpada w furię, biegnie do miśka i krzyczy:
- Misiek ty ...., obiecałeś, że mnie nie pobijesz!
- Zając, jak się upiłeś i zacząłeś wyzywać moją babkę, matkę, ciotkę to wytrzymałem, jak zacząłeś na mnie pluć i bić mnie to wytrzymałem, ale jak wszedłeś mi do domu, zrobiłeś kupę na łóżku, wbiłeś w nią kilka kredek i powiedziałeś, że jeżyk śpi dzisiaj z nami - to nerwy mi puściły...

niedziela, 9 listopada 2014

Baba do okien...


W tym roku miałam operację barku, więc przez jakiś czas nie nadawałam się do pełnienia, jakże ważnej w domostwie, funkcji, jaką jest sprzątanie szeroko pojęte. Wszelakie obowiązki w tym zakresie wykonywał Pan K (osobisty konkubent). Dzielnie ogarniał tak skomplikowane sprzęty jak: odkurzacze, mopy, szczotki, szmatki i inne milusiaki. Aż razu pewnego padło z mych soczystych ust, równie soczyste hasło: Trzeba umyć okna, bo brudne! Oczywiście usłyszałam, że wcale nie są takie brudne. Po, o dziwo, krótkich, pertraktacjach na temat stopnia zabrudzenia, Luby wyposażony w odpowiednie gadżety, ruszył do mycia okien. Powiem szczerze, że byłam zaskoczona, z jakim zaangażowaniem gładził, pucował, wydłubywał paprochy z zakamarków, polerował okno balkonowe, które poszło na pierwszy ogień. 
Po skończeniu tegoż okna, które było umyte naprawdę dobrze, zauważyłam dziwny wyraz twarzy u Pana K, a następnie usłyszałam:
- Więcej nie myję! Znajdź babę do okien!
Leciuteńko mnie zamurowało... Moja mimika twarzy zawiesiła się na wariancie - wyrażającym duuuuże zdziwienie, ale szybko się otrząsnęłam, najpierw zamykając zdziwiony i rozdziawiony otwór gębowy, aby go, natychmiast, użyć do wyprodukowania, takiż oto, słów:
- Jaką babę do okien?!? No, umyj resztę, dobrze Ci idzie! Naprawdę! – staram się zachęcić Pana K, w zanadżu mam już ułożoną: Odę do mycia okien przez Lubego...
- Nie będę tego mył! Jak można robić coś tak durnego, upierdliwe to do granic możliwości – to dłubanie w tych futrynach, zmienianie ścierek, ręczników papierzaków i innych dupin! Nie mam do tego cierpliwości!
- Aha… a co ja mam powiedzieć, myłam te wszystkie okna do tej pory, prawie zawsze, sama!
- Ale nigdy nie mówiłaś i nie narzekałaś, że to takie bezpłciowe zajęcie jest i bez sensu…

Ooo… i to jest nasz błąd Kobiety wszelakiej maści – trzeba komunikować, nie używając oczywiście, zbyt skomplikowanego języka, o swoich potrzebach: Nawet babę do okien można mieć ;)
Baba do okien została znaleziona, okna umyła, a kiedy Pan K wrócił z pracy i obejrzał, jak umyła - to stwierdził:
- Nie… nie, żadnej baby więcej nie bierzemy, Ty najlepiej te okna myjesz! Poczekamy, aż Ci się ręce naprawią, ja mogę pomóc, jak coś…

Po raz kolejny zostawiam, męską logikę, bez komentarza…

Podchodząc do tematu mycia okien, bardziej fachowo, to polecam takie cudo, a co tam - pobawię się w Perfekcyjną Panią od okien:

Super machina do mycia okien, czyli mój przyjaciel Kärcher WV 50!

Współczesna kobieta myjąca okna może liczyć na pomoc ze strony mądrych ludzi, którzy wynajdują, takie przydatne przedmioty jak: myjka do okien WV 50 – firmy Kärcher. Obsługa tego cudeńka jest prościutka: najpierw spryskujemy szybę, lustro czy inną powierzchnię gładką za pomocą elementu wyposażonego w myjko-szmatkę; następnie sprawnymi, płynnymi ruchami pucujemy ową powierzchnię gładką i w końcu usuwamy płyn elementem ściągająco-zasysającym. Gotowe! Podczas zasysania płynu, którym myjemy szybę lub lustro nasza machina wydaje charakterystyczny odgłos, ale nieuciążliwy dla ucha. Jedyną jej wadą jest to, że niestety sama okien nie myje w całości, ale przyspiesza i zdecydowanie ułatwia ich mycie. 
Koszt to około 200-300 zł.


Ja swojego myjaka okiennego nabyłam drogą wymiany punktów z programu Payback, a więc można rzec, że mam go za darmo ;) Wzbudza powszechny zachwyt na osiedlu i jest obiektem pożądania wszystkich pań i panów domu. No dobra... głównie pań ;)

sobota, 8 listopada 2014

WIERSZYK - Leniwiec Teodor...



LENIWIEC TEODOR...

Leniwiec Teodor był zarozumiały,
wszystkie zwierzaki - o tym wiedziały!
Często usłyszeć można było w lesie, 
jak Teodor zachwyty, na swój temat, plecie:
Prowadzę życie nadrzewne,
nic innego mi nie potrzebne!
Przemieszczam się grzbietem w dół,
zwisając z gałęzi - jak bajkowy stwór!
Jestem roślinożercą wyborowym,
mieszkam w lesie równikowym!
Pyszczek mój to same słodkości,
każdy mi go w tropikach zazdrości!
Pazury mam piękne i długie,
lecz nimi w nosie - nie dłubię!
Teodorowa sierść najpiękniejsza w lesie,
takich barw - nigdzie nie znajdziecie!
Podpełzła do niego mała gąsienica i 
słucha, jak Teodor, sobą, się zachwyca!
Posłuchała chwil parę, wzniosła oczy do góry:
O rety! Jakie, ten Teodor, wygaduje bzdury!
Leniwcowi nosa utrzeć chciała,
więc mu do uszka wyszeptała:
Zarozumiały to Ty jesteś - niesłychanie,
ale powiem Ci coś na pożegnanie:
Może Ci, ten czy tamten, trochę zazdrości,
ale nigdy nie zostaniesz - MISTRZEM PRĘDKOŚCI!

Grafika: www.cinemacabra.pl

WYTWÓRNIA zaprasza - można tam znaleźć inne wierszyki i bajowierszyki mojego autorstwa :)

piątek, 7 listopada 2014

Instrukcja obsługi męskiego Homo sapiens'a...



Dziś Dzień Feministek, więc pojeżdżę sobie, troszeczkę, po męskim nasieniu… a niech się obrażają ;) 

Znalazłam ciekawy artykuł na stronie: www.focus.pl i wykorzystałam to i owo - cytowane fragmenty pochodzą z tego właśnie miejsca. 


INSTRUKCJA OBSŁUGI MĘSKIEGO HOMO SAPIENS'A:

1. Dowiedz się, z kim masz do czynienia:

„Osobnik płci męskiej jest stworzeniem zdecydowanie mniej skomplikowanym do rozszyfrowania niż kobieta. Jak stwierdziła Helen Rowland: Kobiecie wystarczy, by poznała dobrze jednego mężczyznę, żeby zrozumieć wszystkich. Mężczyzna może poznać wszystkie kobiety i nie zrozumie żadnej.”

Zgadzam się w całej rozciągłości; schemat działania wszystkich osobników płci męskiej jest, zaskakująco, podobny – wystarczy rozpracować kilka, podstawowych, zachowań wymóżdżonych w męskich umysłach i jesteśmy w domku. Czyżby wynikało to z faktu: „Jak rozpoznać, czy mężczyzna ma właśnie ochotę na seks? Sprawdzić, czy oddycha.”
Wszechobecny, podobno, w ich mózgach seks jest paliwem dla wszelakich działań – strach pomyśleć, co oni mają w tych głowiznach, jeżeli to faktycznie prawda i dotyczy wszystkich męskich Homo sapiens’ów.

2. Faceci nie znoszą żeńskich doradców:

„Mężczyzna wie, że wie i biada kobiecie, która po dobroci próbuje wyperswadować mu własne zdanie. Dopóki samiec nie przejedzie się na własnym błędzie, do upadłego broni swojego zdania. Za dawanie dobrych rad, szczególnie tych trafnych, choć nieproszonych, gotów jest pogryźć.”

I tego nie rozumiem… Wielokrotnie zdarzyło mi się podważyć męski autorytet, kiedy to, wzięłam w dłoń instrukcję obsługi – po tym, jak szlag mnie trafił i wyłożyłam łopatologicznie, jak i co, ze sobą połączyć. Oczywiście nie spotkało się to z życzliwym przyjęciem i prawdopodobnie, gdyby była taka możliwość, dostałabym czymś w łeb. Mam sukcesy na polu montowania: kabiny prysznicowej, zestawu mebli oraz nakładania tynku strukturalnego.

3. Mowa ciała:

„Od momentu wyjścia przed jaskinię samiec musi nieustannie stać na straży swego terytorium i walczyć o kobietę. Niestety arsenał niewerbalnych środków męskiego flirtu jest dość ubogi. Ogranicza się do silnego wciągnięcia brzucha, wyprostowania sylwetki, by wydawać się wyższym, i napięcia mięśni. Czasem lekko rozstawi nogi i wysunie ku budzącej zainteresowanie samicy biodra. Najwięcej jednak powiedzą ci jego oczy – jest mistrzem w posyłaniu tak zwanego maślanego spojrzenia.”

Tu zbyt wielkiej filozofii nie trzeba – miesiąc wnikliwych obserwacji wystarczy, aby rozróżniać kilka podstawowych niewerbalizmów męskiego Homo sapiens'a; poza tym, ich przekaz jest tak nieskomplikowany, że kobieta bez problemu zorientuje się, o co chodzi.

4. Do chłopa - mów prosto:

„Z socjolingwistycznych badań Deborah Tannen wynika, że kobiety mówią, by nawiązać relację i stworzyć sieć porozumienia z rozmówcą. Mężczyźni traktują słowa jako strumień informacji, podkreślania własnych umiejętności i utrzymywania wiodącej pozycji. Męski mózg ma o jedną trzecią mniej połączeń między obiema półkulami, stąd słabsza komunikacja pomiędzy poszczególnymi ośrodkami jego procesora. Wynika z tego konieczność podawania facetowi prostych, konkretnych komunikatów, bez owijania w bawełnę, wieloznaczności i aluzji. Wówczas rozumie, a nawet zrobi to, o co się go prosi.”

Także, moje drogie panie, wysilanie się i tworzenie kwiecistych przemówień jest tylko stratą czasu i energii – są ciekawsze sposoby spożytkowania nadmiaru jednego i drugiego.

5. Kobieto - bądź jak rasowy pies myśliwski:

„Mężczyźni potrafią dość szybko rozpoznać kłamstwo, zdenerwowanie i agresywne nastawienie. Sami też z większą łatwością potrafią kłamać. Jeśli mężczyzna podczas szczerej rozmowy pociera nos lub oko, uciekając przy tym wzrokiem, z pewnością nie mówi prawdy. Gdy do tego niektóre słowa stają się niewyraźne, a on dodaje sformułowania typu: „uczciwie mówiąc”, „szczerze powiem” lub „przyznam z ręką na sercu” – łże jak z nut.”

Bardzo pouczające – komentować nie będę…

6. Kompromis – ważna sprawa:

„Sport i świadomość jedności z innymi kibicami to powrót do zakodowanego stanu wspólnoty myśliwych, którzy ruszali na polowanie, by dostarczyć rodzinie pożywienia. Zapamiętaj więc, że z mistrzostwami świata w piłce nożnej nikt nigdy nie wygrał. Nawet jeśli wiesz, kiedy jest spalony.”

Należy zostawić sporą swobodę w tej materii – niech sobie chłopaki pokibicują, popiwkują i nie warto się silić na zrozumienie tematu i mędzenie im za uszami: A po co tam idziesz? A znowu będziecie pili piwsko? I tym podobne…

7. Pochwal swojego Misia:

„Atawistyczna rola przywódcy stada sprawia, że każdy mężczyzna wymaga częstego uzupełniania poziomu komplementów. Nie dawaj mu rad, ale chwal za najdrobniejszą rzecz. Kiedy po godzinie wyjdzie z łazienki z naręczem kluczy, drabiną, skrzynką na narzędzia, z pokiereszowanymi rękami i stekiem niewybrednych przekleństw na ustach – wejdź tam i oniemiej z zachwytu: wiesz, nigdy jeszcze nie było tu tak jasno, wspaniale wymieniłeś tę żarówkę! Uwierzy…”

8. Prawdziwe znaczenie męskich słów:

„W książce „Dlaczego mężczyźni kłamią, a kobiety płaczą” zamieszczono podręczny słownik zwrotów często używanych przez facetów, wraz z prawdziwym znaczeniem tych słów:

Ładna sukienka. – Ładny biust.

Kocham cię… – Pokochajmy się teraz…

To interesujące… – Jeszcze o tym gadasz?

Słyszałem. – Nie mam pojęcia, co mówiłaś.

Świetnie w tym wyglądasz – Jeszcze jedna przymiarka czegokolwiek i umrę z głodu!

Pomóc Ci z obiadem? – Gdzie, do cholery, jest ten obiad?

Wezwij karetkę, chyba umieram! – Skaleczyłem się w palec.”

To chyba wiedzą wszystkie kobiety ;)

9. Prowokacja – zły pomysł:

„Przyznanie się do pomyłki przychodzi mężczyźnie z trudem i okupione jest rwaniem włosów z głowy. To niemal taki sam cios, jak niepowodzenie seksualne, które – jeśli partnerka chce samcowi złamać życie i sprowokuje go dwuznaczną uwagą na temat jego potencji czy umiejętności – może zakończyć się próbą samobójczą (choć w zdecydowanej większości kończy się próbą zmiany partnerki). Psycholog ewolucyjny David Buss wysnuł wniosek, że seksualność mężczyzny i jego wrodzona zazdrość o partnerkę prowadzą do tego, że – w przeciwieństwie do kobiet – panowie za najbardziej dotkliwą uznają zdradę fizyczną.”

10. Nie popełniaj tych samych błędów:

„Jeśli mężczyzna nie dzwoni, to znaczy, że mu nie zależy. Twoje wymówki na nic się nie zdadzą. Nie inicjuj zbyt często rozmów analizujących wasz świeży związek. W ten sposób możesz go tylko skutecznie spłoszyć. Nie zamęczaj go pytaniami o poprzednie dziewczyny. Kontroluj swoją paplaninę. Żaden facet nie wytrzyma dwugodzinnej opowieści o zimowych kreacjach twojego chihuahua. Możesz sobie popłakać na wzruszającym filmie, ale pochlipywanie z tego powodu, że nie pocałował cię na pożegnanie, jest ponad męską wytrzymałość Nie trzymaj się go kurczowo. Spotykaj się ze swoimi znajomymi i nie miej mu za złe, gdy on od czasu do czasu zechce spotkać się z kumplami. Jeśli nie jesteście jeszcze „po słowie”, nie roztaczaj przed nim wizji cudownego małżeństwa i licznej rodziny, nawet jeśli o tym marzysz.”

BAJOWIERSZYK - Miś Marian i dynia...



MIŚ MARIAN I DYNIA...

Z cyklu: O misiu Marianie i koniu Stefanie...

Mama Mariana na zakupy się wybierała,
więc synkowi kilka słów powiedziała:
Zostaniesz, na godzinę, sam w domu - 
nie otwieraj drzwi nikomu!
Pobaw się grzecznie klockami i
narysuj coś kredkami!
Miś Marian obiecał mamie:
Nic się nie stanie, gdy sam zostanę!
Mama wyszła, Marian wyszczerzył zęby w uśmiechu -
super pomysł wymyślił w pośpiechu:
Zrobię mamusi niespodziankę kulinarną -
placek z dyni upiekę z polewą oryginalną!
Wybiegł szybko do warzywniaka obok domu i 
wielgachną dynię zakupił po kryjomu!
Marian na pieczeniu wcale się nie znał,
więc wymyślił nowy przepis na dyniowy specjał!
Wpakował dynię do kuchenki mikrofalowej,
nie całą, bo się nie mieściła, tylko jej połowę!
Włączył urządzenie, zamknął należycie:
Oby się placek zrobił - przed mamy przybyciem!
Wtem coś łupnęło, głośno zgrzytnęło!
I całą kuchenkę mocno rozdęło!
Dynia nie zmieniła się w placek dyniowy -
lecz eksplodował mus pomarańczowy!
Cała kuchnia pokryła się dyniową ciapą,
a Marian przerażony, przeciera oczy łapą!
Co ja narobiłem? Znów się wygłupiłem!
Zamiast ciasta - bombę, dyniową, stworzyłem!
Nagle mama wróciła, zakupy odłożyła w kącie,
popatrzyła i zbladła na myśl, o kuchni, remoncie!
Marianku! Misiaku! Czy Ty rozum zgubiłeś?
Dyniowy, koniec świata, w kuchni urządziłeś?!?
Kara będzie sroga! Koniec z głupotami!
Za szkody zapłacisz swoimi pieniążkami!
Tysiąc razy napiszesz, w zeszycie, 
aż zapamiętasz to na całe życie:
Gdy rodziców w domu nie ma,
nie dla dzieci - elektryczne urządzenia!