niedziela, 15 czerwca 2014

PRZYPON, NIE PRZYPAŁ, czyli o moczeniu kija...


Jak na porządną kobietę przystało nadeszły czasy, kiedy to postanowiłam zmierzyć się z wędkarstwem. Tu bez bicia się przyznaję, że nie była to moja inicjatywa. Wędkarstwo kojarzyło mi się z bezsensownym staniem na pomoście i bezmyślnym gapieniem się na kolorowy patyczek bujający się w toni wodnej.

W roku ubiegłym, po wielu debatach, na wypoczynek wakacyjny udaliśmy się do mazurskiej wioski. Oczywiście z punktu widzenia faceta Mazury równa się wędkowanie. W związku z tym faktem męska część gospodarstwa domowego zadbała o zaopatrzenie naszej wyprawy w tony sprzętu wędkarskiego, pożyczonego od sąsiada oraz zakupionego na tę okoliczność w sklepie. Miałam wątpliwą przyjemność uczestniczyć w tych zakupach… wędka jak wędka, nie ma się czym podniecać, jedynie kolor miała ładny, bo groszkowy. Wszelakie inne dodatki do wędki stanowiły dla mnie równie tajemniczy świat jak konstrukcja najnowszego modelu sprężarki pneumatycznej, cokolwiek to jest…

Nadszedł w końcu ten, długo wyczekiwany przeze mnie, dzień kiedy to stanęłam i ja na pomoście z kijem w ręce… Poza tym, że stanęłam to nic więcej konstruktywnego, póki co, nie udało mi się uczynić. Po krótkim instruktarzu, wykonanym przez Lubego: co jest co, wykonałam ruch przypominający, mniej więcej, zarzucanie wędki. Posiadanie osobistego instruktora wędkowego jest raczej niezbędne dla kobiet, same nie ogarniemy tematu - taka moja mała sugestia. 

Po trzydziestej ósmej próbie trafienia w taflę wodną, a nie w przybrzeżne zielsko, które skutecznie mordowało spławiki i połykało haczyki, w końcu udało mi się doprowadzić do stanu, w którym koniec mojej żyłki z haczykiem i spławikiem lądował tam, gdzie ja chciałam, a nie siły bliżej nie zdiagnozowane. 

I tu się zaczęła moja przygoda… 

Pierwsze branie… Spławik rytmicznie podskakuje… Napięcie rośnie… Teraz czy nie teraz… Spodziewam się złowić 20 kg szczupaka… Teraz... Zacinam (czyli szarpię wędką, aby haczyk wbił się w japę rybią)… Niestety wyciągam małą płotkę… Co tam... nie ważny rozmiar, ważne, że jest, się nabiło i nie uciekło... Radość i duma napędzają moją wędkarską pazerność... Zarzucam znowu i znowu branie… Dziwię się, że to tak wciąga i te ryby jakieś takie naiwne i łapią się na tą moją wędkę. 
Nabieram wprawy w nakładaniu przynęty (robakami z racji na skończone studia się nie brzydzę). Kombinuję… może kukurydza z robakiem… może robak z ciastem o zapachu waniliowym... może robak w cieście i kukurydza na okrasę... No dobra... Przesadzam ;) 
Pewnie w moich oczach widać obłęd charakterystyczny dla zboczenia zwanego wędkarstwem. Nawet się nie orientuję, że stoję na pomoście od piątej rano… Jest trzynasta, gorąco jak cholera, a ja w grubych skarpetach deptając po kaczych kupskach przyklejonych do desek pomostu, mam na sobie obleśne gacie wymazane rybim śluzem, grubą bluzę polarową, na głowie bardzo gustowny fioletowy kapelusz, pod którym prawdopodobnie mój mózg za chwilę się zagotuje. I absolutnie nic mi nie przeszkadza, bo jest branie… W mojej siatkowej torebce na rybki połyskują w słońcu miliony, samodzielnie złowionych, egzemplarzy… I tak zostaję RASOWYM WĘDKARZEM! 

Jaki morał z tej opowiastki moje drogie panie… Wędkowanie to jeden z bardziej ekscytujących sportów wakacyjnych; najlepsze jest to, że osoby nie mające o tym większego pojęcia mają niewytłumaczalne powodzenie w połowach, ku zazdrości pozostałych bytujących na pomoście wytrawnych wędkarzy. Znajomość fachowej terminologii wędkarskiej nie jest konieczna do satysfakcjonujących połowów – wiedza fachowa przychodzi z czasem i tak jakoś samoistnie wtłacza się do naszej głowy. W tym roku zamierzam powtórzyć swój sukces – mam zamiar zasadzić się na większego zwierza :) Tony sprzętu już przygotowane... 

A zatem... Kobitki łapcie za kije! 

A przypon to: cienka żyłka lub plecionka używana w wędkarstwie służąca do połączenia haczyka, kotwiczki, sztucznej przynęty, ciężarka albo kombinacji tych elementów z żyłką główną. Przypon stosuje się w celu zmniejszenia średnicy i sztywności (a zatem i wykrywalności) tej części zestawu wędkarskiego, który ryba może ujrzeć lub wyczuć dotykiem. Miękki i cienki przypon pozwala również na podanie przynęty w sposób bardziej zbliżony do jej naturalnego zachowania się. Ponieważ przypon jest zwykle najsłabszym elementem zestawu wędkarskiego, stosowany jest również po to, by uniknąć utraty żyłki głównej w następstwie zaczepu. (według wikipedia.pl)

2 komentarze:

  1. Hobby mojej mamy,niezmiennie od 4 lat jest wędkarstwo,a ja kompletnie nie wiem co ona w tym widzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie powinnaś sama spróbować, może odkryjesz, co Twoja mama w tym widzi :)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)