Wiele osób oczekuje, że cud przybędzie w towarzystwie fajerwerków, w cekinach i przy akompaniamencie chóru anielskiego. Najlepiej, żeby przy okazji anulował rachunek za prąd, odchudził bez diety i sprawił, że włosy ułożą się same. Dopiero wtedy człowiek łaskawie mruknie: „No dobrze, coś się chyba wydarzyło”.
Druga droga jest mniej widowiskowa, ale za to ciekawsza. Człowiek zauważa, że życie rzadko przysyła cuda limuzyną. Zwykle podrzuca je pod drzwi jak paczkę bez firmowej taśmy: rozmowę w odpowiedniej chwili, czyjąś obecność, wynik badania lepszy, niż się człowiek spodziewał, albo śmiech w dniu, który zapowiadał się jak sernik bez cukru - niby da się przełknąć, tylko po co.
Nie chodzi, rzecz jasna, o to, żeby każdą dziurę w asfalcie uznawać za portal do szczęścia, a życiową katastrofę pakować w celofan wdzięczności. Naiwność jest kiepską kosmetyczką: przypudruje siniaka, ale go nie wyleczy. Chodzi raczej o to, by nie przejść przez własne życie z miną urzędnika od cudów, który wszystko odrzuca, bo pieczątka krzywo, zachwyt nie na tym formularzu, a szczęście przyszło po terminie.
Największy problem z cudami polega nie na tym, że ich nie ma. One po prostu mają fatalny marketing. Nie świecą neonem, nie wysyłają powiadomień i nie krzyczą: „Patrz, właśnie dostałaś coś bezcennego!”. Częściej stoją cicho w kuchni, parzą kawę, pytają, jak się czujesz, albo sprawiają, że mimo wszystkiego nadal chce ci się wstać.
A człowiek? Człowiek potrafi całe życie wypatrywać jednorożca, nie zauważając konia, który od lat cierpliwie niesie go przez wyboje i jeszcze nie zażądał podwyżki.
Dlatego wybieram tę drugą drogę - nie dlatego, że ma mniej zakrętów, lecz dlatego, że więcej na niej widać. Szkoda byłoby dotrzeć do końca i dopiero wtedy odkryć, że cuda czekały na każdym poboczu, a człowiek mijał je obojętnie, uparcie wypatrując wielkiej tablicy z napisem: „CUD - 200 metrów”.

A mnie omija każde szczęście. Nie mam konia, który mnie niesie po wybojach. Mam tylko marzenia, które już nigdy się nie spełnią i nic nie mogę z tym zrobić.
OdpowiedzUsuńNie będę Cię częstować lukrowanym „trzeba myśleć pozytywnie”, bo człowiekowi, któremu jest źle, taka rada pomaga mniej więcej jak parasol podczas powodzi. Szczęście bywa niesprawiedliwe i niektórym każe na siebie czekać zdecydowanie za długo. Może koń rzeczywiście nie nadjedzie, ale życie ma też inne środki transportu ;) Z całego serca życzę Ci choć jednego małego wyłomu w tym „już nigdy” :)
UsuńJuż dawno wyleczyłam sie z oczekiwania na cud. Cudowny może być każdy dzień, spotkanie, książka, wycieczka.
OdpowiedzUsuńIm większego cudu się oczekuje, tym rozczarowania bywają większe...
I właśnie o takich cudach myślałam. Te wielkie mają paskudny zwyczaj nie znać naszego adresu, za to małe kręcą się wokół nas niemal codziennie :)
UsuńTo niesamowite, jak wiele zależy od naszego spojrzenia na życie i to, co się wokół nas dzieje ;) Oczywiście, że problemy nikogo nie omijają. Zawsze znalazłoby się coś, na co moglibyśmy z czystym sumieniem ponarzekać. Ale po prostu lżej i przyjemniej się żyje, jak poszuka się trochę tych "cudów". Gdyby się tak zastanowić, to może się okazać, że w życiu spotyka nas więcej pozytywnych rzeczy niż moglibyśmy sobie wyobrazić :)) No ale tak jak słusznie piszesz, nie popadajmy w skrajności ;)
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam ;))
Dokładnie tak. Problemy mają wyjątkowo sprawny dział reklamy - włażą w środek życia, machają rękami i domagają się transmisji na żywo. Dobre rzeczy siadają gdzieś z boku i czekają, aż je zauważymy. Nie chodzi o różowe okulary, ale o to, żeby od czasu do czasu przetrzeć te, które już mamy 😉 Serdeczności!
UsuńO tak . Po przeczytaniu tekstu od razu jest drogowskaz: ,,cud jest tam, gdzie marketingu brak.,,
OdpowiedzUsuńWiec pozostaje... uwaznie sie rozejrzec. Codziennie doswiadczam cudu ,bycia niewidzialna i widzialna, przedmiotem i podmiotem. I zbieram owoce wlasnego dzialania - stalam sie czlowiekiem, zamiast z lisciem na glowie( jak w pewnym utworze muzycznym) , to z ptasia kupa. Uznaje to za swoisty cud....Pozostale przypadki -wpisuja sie w rzeczywistosc lub maja symboliczne znaczenie. Takze przynajmniej raz dziennie doswiadczam cudu....zycia.:-)