niedziela, 19 kwietnia 2015

Robal mnie napada, a ja się zachwycam hybrydą Pana Kleksa i Alicji w Krainie Czarów…

Grafika: www.szokblog.pl

Siedzę, piję kawę i nagle jakiś wielki robal zaczyna ślizgać się po moich wnętrznościach. Spokojnie - nie połknęłam jaj tasiemca w akcie desperacji, która osiągnęła gigantyczne rozmiary po tym jak od miesiąca mój mózg jest ograbiany z doznań ekstatycznych związanych z konsumpcją słodkości ;) 
Coś tam w środku się kotłuje i rodzi się nieodparta potrzeba wyrzucenia z siebie przewracających się po układzie pokarmowym słów. Nie wiem dlaczego moje natchnienie zadomowiło się w okolicach jelit, ale tak to mniej więcej odczuwam. Czasami napada mnie podczas różnych czynności domowych lub w nocy. Tego napadającego w nocy nie lubię, gdyż jestem leniem i nie chce mi się złazić z łóżka, gdy wysokich lotów myśli przetaczają się po mózgownicy i w związku z tymi wysokimi lotami wypadałoby je gdzieś zapisać ;) Oczywiście rano nie pamiętam ani słowa i pluję w twarz temu mojemu nocnemu lenistwu. Wiem też, że bez toczących wnętrza robali nie da się nic sensownego napisać, pisanie na siłę, wbrew sobie, zawsze źle się kończy. Moje znajome babiszony często zastanawiają się dlaczego chce mi się pisać? Czy nie mam lepszych zajęć w życiu? Wychodzi na to, że nie mam ;) Bazgrolenie prześladowało mnie od dziecka - „najciekawszy” etap miałam w liceum, kiedy to mój organizm wykazywał się jakąś niezbadaną dawką buntu pospolitego, który znajdował ujście w postaci produkowanych masowo wierszy głęboko przesiąkniętych dekadentyzmem i poszukiwaniem sensu żywota człowieka poczciwego. Niestety w akcie zemsty i buntu pokoleń spaliłam zeszyty z moją twórczością po tym jak stwierdziłam, że „dorośli” ludzie takich bzdur nie piszą. Na maturze wybrałam temat związany z interpretacją wierszy – jeden z nich był autorstwa zacnego Norwida, który, jak wiadomo był właścicielem mocno zrytego beretu. Moja pani polonistka dała mi za wywody ocenę bardzo dobrą, tłumacząc, że nie mogła dać celującej, gdyż wymagałoby to konsultacji z innymi polonistami ze szkoły, a nie wszyscy mogliby się zgodzić z tymi moimi próbami rozłożenia Norwida na części pierwsze. 
Wędrując po różnych blogach natrafiam na teksty, które do mnie mniej lub bardziej przemawiają. Odkąd pętam się po tej polskiej blogosferze wpadłam przypadkiem na dwa blogi, które mnie rozłożyły na łopatki wstrząsając mocno moim ośrodkiem rechotu i zadowalając w pełni to co zadowolone być powinno jak się czyta coś niepospolitego. Niestety jeden z nich jest w stanie zawieszenia, ale mam nadzieję, że autorka powróci na łono swojego bloga i będzie dalej cieszyć gromadę swoich wielbicieli – blog Konstelacje damsko-męskie. Drugi to blog kobiety, która ma niesamowitą łatwość manewrowania słowem i tworzenia opowieści, przy których wielokrotnie wyłam ze śmiechu jak mocno pobudzona erotycznie żaba na wiosennych godach. Mowa o Pani S., która wizjonuje mi się jako odziana w groszkowozielone, zwiewne szaty niewiasta będąca skrzyżowaniem Pana Kleksa i Alicji w Krainie Czarów (mam nadzieję, że się kobieta nie obrazi i nie spali kukły stworzonej na moje podobieństwo na rynku swojego miasta ;)). Pewnie każdy ma takie ulubione blogi, które w szczególny sposób są mu bliskie i powodują nadmierną produkcję pociągu, okraszonego miętą, do ich właścicieli :)

16 komentarzy:

  1. Masz rację, Pani S. jest wyjątkową osobą, ale Tobie też nic nie brakuje. Nie każdego robal podjudza do pisania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki robal to z jednej strony błogosławieństwo, a z drugiej przekleństwo ;)

      Usuń
  2. Ciebie toczy robal, a ja to nazywam Nadpobudliwością duszy( takie twórcze ADHD), która musi przelać coś na papier(czytaj blog), inaczej wybuchnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepsza taka nadpobudliwość, niż dręczenie otoczenia w inny sposób ;)

      Usuń
  3. O matko! Kobieta się nie obrazi. Kobieta nie wie, co powiedzieć. :) I nie wiem teraz, co zrobić... Chyba jednak muszę rozwiać Twoje wyobrażenia o mnie. Najchętniej noszę spodnie z krokiem w kolanie, trampki i krasnale czapki, które wśród moich znajomych wciąż budzą sensację. Nie wiem dlaczego. Ciągle pytają, skąd jaj je biorę. :) Jak więc widzisz, zdecydowanie bliżej mi do Pana Kleksa niż do Alicji. ;) Dzięki za miłe słowa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że jakieś podobieństwo do Kleksa wystąpi ;) Nigdy nie nosiłam spodni z krokiem w kolanie - muszę spróbować :D

      Usuń
    2. Dzisiaj miałam grube, dresowe, z gumką na dole, a wczoraj jaskrawoczerwone rurki. :D Moja koleżanka mówi, że najlepiej wychodzą mi stylizacje na kloszarda. :)

      Usuń
    3. Te stylizacje na kloszarda w ustach koleżanki to taki wydźwięk podszyty małym zezłośliwieniem mają ;)

      Usuń
    4. Eee... skąd. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że uwielbiam te komentarze. Jak wychodzę z domu, bardzo często idę do ojca, żeby zobaczyć jego oczy wzniesione ku górze i minę. To już niemal tradycja domowa. :) Wiesz, ja modę bardzo lubię, ale traktuję ją jak zabawę i z mocnym przymrużeniem oka, więc kompletnie mi nie przeszkadzają komentarze. Do dzisiaj moją ulubioną opowieścią jest ta, w której moje przyjaciółeczki relacjonują klasowe spotkanie licealne po latach. Ja na kloszarda kompletnego, bo nie zamierzałam robić wrażenia na koleżankach z klasy, a obok mnie usiadła laska wystrojona niemal wieczorowo. Dziewczyny padały. :D Ja też. ;)

      Usuń
    5. No to Pani S. zabłysnęła :D Wyobrażam sobie to zestawienie :)

      Usuń
  4. Niech te robale dalej cię podgryzają, bo lubię czytać twój blog. Pani S tez wspaniale pisze, niestety konstelacje mają przerwę, a szkoda. Niektórzy naprawdę mają talent pisarski. Gratuluję tak lekkiego pióra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle te robale mnie nie zeżarły cichaczem w całości ;) Co do konstelacji to mam nadzieję, że wrócą :)

      Usuń
  5. Pani S na bank jest kuzynką Pana Kleksa, bo potrafi zaczarować nasze blogowe dusze, które lecą do niej niczym ćmy do światła ledowego ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na strój, który mi wczoraj zaprezentowała to jestem w 100% pewna, że powinowactwo do Kleksa jest zastanawiająco duże ;D
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Przeczytałam kilka wierszyków 5 letniej córeczce...Nie jestem pewna czy można je nazwać "dla dzieci" (szczególnie te o Marianie i Stefanie). Rymują się ale treści oprócz bicia, kopania i wiązania sznurem to nie mają żadnej. Mam nadzieję, że w przyszłości nie spotkam pani "wierszyków" w podręczniku szkolnym mojego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję, że kompetentne osoby odpowiedzialne za umieszczanie treści w podręcznikach szkolnych nie dopuszczą do tego, by takie puste i ziejące przemocą "wierszyki" znalazły się w książkach Pani dziecka. Dziwię się, że przeczytała Pani aż kilka - w trosce o swoje dziecko należało poprzestać na jednym.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)