poniedziałek, 2 lutego 2015

O swędzących cyckach na dziale mięsnym...

Grafika: www.papilot.pl

W sklepie...

Stoję w kolejce na dziale mięsnym z gorącym pragnieniem zakupienia dziesięciu plasterków salami A i dziesięciu plasterków salami B. Realizuję zamówienie osobistego Konkubinatora zwące się: „zjadłbym jakieś dobre salami.” Przede mną w kolejce oczekują: mężczyzna z łysiną, kobieta w dziwnej czapce i kobieta w kraciastym płaszczyku. Obsługiwany jest mężczyzna:
- Co dla Pana? - pyta ekspedientka.
- Jakąś wędlinkę chciałem, dobrą… - mężczyzna ze skąpym owłosieniem głowowym bardzo „precyzyjnie” werbalizuje swoje oczekiwania ;)
Hmm… Zamyślam się… No to mamy klienta: Lux malina, mucha nie siada! Teraz bedziem stać w tej kolejce dwa dni… Repertuar kryjący się pod hasłem: „jakaś dobra wędlinka” jest długi i szeroki… Nie mylę się: pani obsługująca mięsny kramik prezentuje szeroki wachlarz produktów pochodzenia zwierzęcego. Pan z łysiną dokonuje oględzin i jakoś nic nie zadowala jego męskiego wędlinianego ego - a to za tłuste, to za chude, to jakieś siwe, tamto za drogie, a toto dziwnie wygląda. A ja tylko chciałam te dwadzieścia plastrów nieszczęsnego salami… 
Może się czepiam, może upierdliwa jestem, system nerwowy wykazuje mniejszy zakres tolerancji, ale jak widzę chłopa w kolejce to mnie cycki zaczynają swędzieć… i bynajmniej nie z powodu podniecenia! Swoje wnioski wyciągam na światło dzienne, ponieważ zostały one poczynione na podstawie wieloletnich obserwacji sklepowych. Facet w kolejce równa się problem: albo taki ma jakieś opóźnione odruchy przy pakowaniu towaru, albo stoi i czeka, aż mu się samo spakuje, albo nie ma pieniędzy, albo nie ma karty płatniczej, albo nie wie, co kupić! W każdym razie skutecznie zagraca i opóźnia ruch kolejkowo-sklepowy. Może są jakieś kursy typu: "Zanim wejdziesz do sklepu…" lub "Jak się ogarnąć w sklepie?" - kurs dla początkujących. 

To tak z okazji poniedziałku ;)

Aaa... baby wywołujące przypadłość swędzących cycków też bywają, ale w mniejszej ilości, chyba...

22 komentarze:

  1. Nie licz na cud ... kursy też się na nic nie zdadzą - ale ja generalnie obwiniam po części te naburmuszone lale które potocznie nazywamy ekspedientkami ... Też należę do kręgu "upierdliwych klientów" ale w przeciwności do facetów wiem czego chcę i to nie zawsze podoba się paniom po drugiej stronie lady
    (patrz: http://jagatoja.blogspot.com/2015/01/ile-jest-cukru-w-cukrze.html)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, naburmuszone lale też swoje robią, ale ta akurat była miła i cierpliwa, chociaż w tym przypadku to chyba błąd był - mogła chłopu coś narzucić zachwalając pod niebiosa, że pyszne, najpyszniejsze i lepszego nie znajdzie :D

      Usuń
    2. No własnie :) Powiedzieć, że najlepsza jest ta albo ta - dwie do wyboru to maximum. Po co się starała? Z takimi klientami-facetami też trzeba umieć sobie radzić.

      Usuń
    3. No to może kursy dla ekspedientek ;)

      Usuń
  2. O! Nie! Ja się nie zgadzam!
    To wszystko wina bab.
    Wysyła taka do sklepu ze słowami "kup coś do chleba" albo "kup coś słodkiego". W tym przypadku "kup jakąś dobrą wędlinkę". I co ten biedny chłopina ma zrobić? Co by nie kupił i tak nie dogodzi.
    Mnie mój eks wyleczył kiedyś z takich poleceń. Rzuciłam od niechcenia hasło - "kup trochę mięsa na święta". Po południu wszedł do kuchni, rzucił na blat kilka toreb z mięsem - na oko tak z pół świniaka i powiedział: "Dla mnie TO jest TROCHĘ". I wyszedł :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - lata świetlne zajmą facetowi żeby wymyślił co to jest "dobra wędlina" czy też "coś słodkiego" ... Wiesz że im trzeba precyzować określenie "TROCHĘ"

      Usuń
    2. Z tym się też muszę zgodzić - trzeba precyzji do kwadratu: co, gdzie, jakie, jaki kolor, konsystencja i tak dalej, bo inaczej przytarga taki pół świni ;) To i tak dobrze, że nie przyniósł 20 dkg jakiegoś obleśnego mięcha - trochę to pojęcie względne :)

      Usuń
  3. A co powiesz na to: sklepik mały, żeby wpaść na chwile po to czego się zapomniało, taka dziupla pod balkonem. Wpadam więc po drożdże, bo placka mi się zachciało, a mój ukochany pyszna drożdżówkę robi. Ale miałam pecha, bo w sklepie klientka typu:nudno mi w domu. I słyszę: 10 dag sera, 2 ogórki kiszone, 4 śledzie(a nie za słone?), a ta sałatka to z czego(ekspedientka czyta z etykiety), jeszcze sok (jakie tam pani ma) i gdy mam nadzieję na koniec, pani przypominają się rajstopy(czarne, opalone, może ze wzorem, a jaki rozmiar?) Wyszłam bez drożdży...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisaną panią prawdopodobnie bym udusiła ;) No bywają takie kwiatki niezależnie od płci.

      Usuń
  4. Nie wierzę, że to robię, aż się w cycki musiałam uszczypnąć, ale stanę w obronie facetów. Nie spotkałam jeszcze ani jednego, powtarzam: ANI JEDNEGO, z którym byłby problem kolejkowy, za to całe mnóstwo kobiet, by nie rzec - babsztyli, które nawet tak cierpliwą kolejkowiczkę jak ja doprowadziły do ataku szału!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja często spotykam panów wywołujących swędzenie ;) Dla odmiany, jakoś nie kojarzę żadnej kobiety zawalającej kolejki :)

      Usuń
  5. he he uśmiałam się, kurcze mnie nie swędzą cycki, ale robi mi się gorąco i powstrzymuję się, żeby nie złapać za gardło takiej marudzącej, wybrzydzającej kobiecie ( nie trafiłam jeszcze na faceta marudę) i wyprowadzić ją ze sklepu! Kursy nic im nie dadzą...niestety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na blogu się można sporo nauczyć :) Jak się okazuje to kobiety są bardziej upierdliwe, chyba, w kolejkach :)

      Usuń
  6. hmmm, ja mam jednak inne wrażenie, że to kobiety się takie niezdecydowane, a faceci, to albo sami wiedzą czego chcą, albo maja wyraźnie na kartce napisane, co i ile, a jak tego, co mieli napisane nie ma, nic innego zamian nie biorą... :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mam jakiegoś pecha do takich męskich, sklepowych sierot ;)

      Usuń
  7. menelepa czas ma na inwigilacje lady gastronomicznej - i mną targa gdy menelepa dojdzie do głosu .Ostatnio babocha menelepę uprzejmie acz stanowczo poinformowałam , żeby się zastanowiła , a ja kupię to co wymyśliłam . Za moim śladem poszło wielu ........

    wiejska baba do Kobiciny Miejskiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze Gryzmolinda uczyniła :) Część kupujących, zapewne, idzie do sklepu dla rozrywki i być może konwersacja ze sklepową kobiciną jest jedyną w ciągu dnia.
      Macham zza lady komputrzanej ;)

      Usuń
  8. Informuję, iż w dniu dzisiejszym znowu natknęłam się na chłopa, powtarzam: chłopa, zamulacza kolejkowego; tak się "zgrabnie" ogarniał, że ja zdążyłam wszystkie swoje bambetle zapakować, zapłacić, a on jeszcze pakował, pakował i pakował... :D

    OdpowiedzUsuń
  9. O, przepraszam! Moje zakupy wyglądają następująco: Wszedł Buster do sklepu, wziął szybko z półek wszystko co miał wziąć, co do wędlin też był od razu zdecydowany, bo dobrze wiedział po co przyszedł (również salami), przy okazji omiótł jeszcze taksującym spojrzeniem wszystkie co młodsze, obecne w sklepie niewiasty, a zakupy zapakował zanim jeszcze kasjerka zdążyła wydać resztę. Dziękuję :)

    Świetny tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ja nie twierdzę, że wszyscy mężczyźni to są jacyś nieprzystosowani sklepowo :) A Koledze chwała za tak sprawne dokonanie zakupów połączone dodatkowo z omiataniem :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Ja też pozwolę sobie się nie zgodzić. No chyba, że facet z przypowieści nie miał karteczki.
    Bo: "Wszyscy marketingowcy i merchandiserzy na świecie są bezsilni wobec facetów, którzy listę zakupów mają zapisaną na kartce."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy swe zdanie prawo mieć może :) Wiadomo, że facet czy babka z listą zakupów porusza się sprawniej.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)