niedziela, 15 lutego 2015

Kobieta "drań" z kawałem lodu...

Grafika: www.vitalia.pl

Jest niespokojnym duchem, który szuka swojego miejsca na Ziemi… 
Nie dla niej rola matki, żony i kochanki - jej wnętrze ciągle domaga się nowych doznań, krzyczy: Idź! Szukaj dalej! To nie jest Twoje „tu i na zawsze”. Jest dorosłym dzieckiem alkoholika… Diagnoza banalna do postawienia, wystarczy zagłębić się w mądre psychologiczne strony w sieci, by to i owo znaleźć, by się świetnie odnaleźć w charakterystyce: dom bez miłości, ciche dni ciągnące się - w oczach dziecka - w nieskończoność, chłód emocjonalny rodziców w stosunku do siebie i względem dzieci, schematy, sztywność, napięcia, awantury… Tylko nikt nie pamięta, że najbardziej cierpią na tym dzieci. 
W którymś momencie pojawia się głód miłości… Głodny zje byle co… I tak Ona spędza życie wikłając się w pozornie „szczęśliwe” związki, w których nie potrafi znaleźć właściwiej dla siebie roli, boi się odpowiedzialności, myśl o dziecku ściska mięśnie ściany żołądka. Nie! Nie zrobię tego samego Bogu ducha winnej istocie! Nie mogłabym spojrzeć w lustro! Lęk przed tym, że popełni błędy rodziców jest tak głęboko zespolony z każdą jej komórką, że nawet nie śmie marzyć o tym, że mogłoby być inaczej. Jednak głód uczuć nie daje jej spokoju... 
„Niezauważona, nieakceptowana, niedoceniona w rodzinie dziewczynka już jako dorosła kobieta euforycznie reaguje na czarującego, adorującego partnera pomijając tym samym niezwykle niebezpieczne fakty: że np. nadużywa alkoholu, sięga po narkotyki, ma skłonności do romansowania z innymi kobietami” lub jest świetnie zamaskowanym dupkiem mającym skłonności do przemocy psychicznej i fizycznej. 
„W rodzinie dysfunkcyjnej nic nie było łatwe - nawet odwzajemnianie uczuć dziecka stanowiło dla wielu rodziców wyzwanie nie do spełnienia. Dlatego też schemat zaczerpnięty z domu polegający na walce o miłość i akceptację, jest często odwzorowywany w dorosłych relacjach. W batalii o partnera kobieta jest gotowa na daleko idące poświęcenia oczekując cudu przemiany zimnego drania w czułego towarzysza życia.” 
Sama przy tym jest "draniem" - zimnym, z kawałem lodu tkwiącym w sercu, który być może nigdy nie stopnieje…  Jest surowym sędzią dla ludzi - to pozory, sędzia jest ulotny jak bańka mydlana... Znajduje spełnienie tam, gdzie nie ma interakcji z żywym człowiekiem. Kłamstwo! Okłamuje samą siebie: malowanie obrazów czy projektowanie ubrań cieszących się wzięciem i uznaniem klientek jest interakcją! Nieudolnie spija z ust obcych ludzi uznanie, tylko jej wnętrze wiwatuje i uprawia karnawał radości: Jestem jednak COŚ warta! Ludzie! Jestem COŚ warta!

Cytowane fragmenty pochodzą z: http://natemat.pl

10 komentarzy:

  1. Wydaje mi się , ze takich osób wokół nas jest więcej niż nam się wydaje. Brak poczucia bezpieczeństwa, miłości, wsparcia najbliższych nie prowadzi do niczego dobrego. Brak zaspokojenia tych potrzeb w dzieciństwie, może wróżyć problemy natury psychicznej w życiu dorosłym. Żal mi tej kobiet, bo czy kiedyś zazna szczęścia? Nawet jak ją ktoś pokocha taką jaka jest, to czy pozwoli sobie pomóc? Moim zdaniem kobieta "drań" z kawałkiem lodu, ma na sobie pancerz, który nie pozwala krzywdzić jej jeszcze bardziej, woli sama krzywdzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma chyba recepty jednoznacznie zdefiniowanej - czasami trzeba lat pracy, by taką osobę postawić do pionu, a najważniejsze jest to by sama tego chciała.

      Usuń
  2. Dawno już nauczyłam się nie oceniać ludzi zbyt pochopnie, bo wiem, że za maską kryje się często prawdziwy dramat. Z drugiej strony uważam, że obowiązkiem każdego człowieka jest ciężka, nieustanna praca nad sobą. Nie można całe życie grzebać się w traumach, dramatach i zwalać wszystkiego na ciężkie przejścia z przeszłości. Każdy dramat może nas pociągnąć na dno lub może stać się naszą siłą. To zależy wyłącznie od nas. Wiem, co mówię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze powiedziane Pani S. - oby starczyło zawsze sił na odbicie się od dna, chociaż ktoś mi kiedyś powiedział, że dno ma niejedno dno i czasami trzeba upaść na to dno ostateczne, żeby coś zrozumieć, otrzepać się i iść dalej nie babrając się w przeszłości, choć nie jest to łatwe.

      Usuń
  3. Naczytałam się kiedyś o tym DDA i szukałam śladów u siebie i ni cholery znaleźć nie mogłam. Na pewno więc nie dotyczy to każdego dziecka, w którym jedno z rodziców jest alkoholikiem. Można to jakoś ominąć, tylko trzeba mądrze spojrzeć na pewne kwestie. Ja np. wiem jak dom NIE powinien wyglądac i omijam takie szerokim łukiem. I może dlatego tak ciągle wybrzydzam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnie z tym bywa, pewnie jakiś psycholog doszukałby się w tym wybrzydzaniu podłoża w DDA :) Mechanizmy rządzące tym wszystkim to jak czeluście kosmosu - nikt nie ma gotowych rozwiązań i nikt też nie powinien wpychać tych naukowych mądrości w każdy przypadek, który nie rozkwitał w domu pełnym miłości, radości, bez kłótni, itd.

      Usuń
    2. A wiesz... no może i trafiłby się psycholog, który jednak doszukałby się we mnie DDA ;)

      Usuń
    3. Tak na siłę się doszukiwać tego dda to chyba też większego sensu nie ma ;)

      Usuń
  4. DDA nie jest łatwo, niestety też rzadko poddają się terapii, bo wydaje im się, że problem nie ich dotyczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie potrafią się określić, może wstyd nimi kieruje; myślę, że w dzisiejszym świecie, mimo wszystko, sporo osób decyduje się na terapię.

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)