środa, 21 stycznia 2015

Trociny w głowie, a mózg na spacerze...

Grafika: www.polskieradio.pl

Koleżanka z pracy dopiero około 14.00 poinformowała mnie, że dziś strasznie niskie ciśnienie w całym kraju się panoszy. No, to już wszystko wiem! Jako niskociśnieniowiec, podczas napływów niżowych, działam tak, jakby ktoś napchał mi do głowy trocin i dodatkowo ciągle potrząsał moją biedną łepetyną. Możliwe też, że mam, jak ta blondynka z dowcipu, tylko sznurek w środku zamiast mózgu, żeby mi uszy nie odpadły od czaszki…

Zaczęło się od samego rana… Myję włosy, umyłam je balsamem ujędrniającym do ciała - dziękować Bogu - w porę zorientowałam się, że coś jest nie tak. Oczywiście użycie niewłaściwego środka do pielęgnacji doprowadziło do lekkiego opóźnienia na trasach porannych wędrówek przedpracowych. Wyszłam z łaźni, idę do kuchni: Kawy! Kawy! Kawy! Poszukuję mleka… Jest! Nie, nie, moja droga - nie ma: jest pusty kartonik - nocny Miś żerował i dokonał spustoszenia w mlecznych zapasach. Jego bezczelność nawet nie pokusiła się o schowanie dowodów rzeczowych.

Odziana do pracy w kurtkę, berecik i inne elementy namiętnie poszukuję rękawiczek… Cholera, no nie ma! Brak czasu wymusza na mnie opuszczenie lokalu bez rękawiczek, a berecik założyłam profilaktycznie - gdyby ten sznurek w głowie funkcjonujący tymczasowo jako mózg się zerwał to przynajmniej uszy mi nie odpadną ;) Docieram do pracy i cóż się okazuje! Po ściągnięciu ze łba beretu rękawiczki mam na dnie beretu. Dobrze, że uszy mam na miejscu. Popadam w zadumę… Mijające lata, stresująca praca, życie na Śląsku - dość mocno chyba przyspieszyły proces degeneracji komórek mózgowych. O pracy pisać nie będę, bo nie chcę się pogrążać…

Wychodzę z pracy… Zbliżam się do swojego samochodu, pstryk, pstryk kluczykiem… Pstryk, pstryk - odpowiada samochód. Biorę się za drzwi - zamknięte! Toż mnie jeszcze dziś zatrzaśnięciem zamków w osobistym aucie pokarało - klnę pod nosem i szarpię klamkę! Za chwilę słyszę: Kobieto! Włamujesz się do mojego auta ;) Koleżanka ma identyczny samochód jak ja, ta sama marka, ten sam kolor… Ten należący do mnie stoi nieco dalej... Zazwyczaj mój mózg ma to zakodowane, ale nie dziś… 

Wracam do domu… Przynajmniej obiad mam gotowy, tylko odgrzewać i ciamać - w niedzielę zrobiłam zapasy zupy krem z rozmaitości. Zadowolona wyciągam gar, odmierzam porcyjkę do miski i sru do mikrofalówki. Czekam, głodna jestem. Szykuję sobie w międzyczasie troszkę serka żółtego do posypania mojej zupy, małą grzankę i plaster szynki parmeńskiej. Bim, bam! Jest obiad! Wyciągam michę, biorę łychę i pakuję zupę do otworu gębowego. Osz… ku…, co jest?!? Gazowana zupa?!? I czar pryska - mój obiad, pomimo tego, iż był w lodówce został zaatakowany przez mikroby i uległ zepsuciu w postaci zagazowania? A może nie był w lodówce? Na pocieszenie została mi kroma z plastrem szynki i potartym żółtym serem. 

Dzień się jeszcze nie skończył, ale postanowiłam zalec na kanapie i się nie ruszać. Boję się, że zaatakują mnie bambosze, pies mnie wyrzuci z domu albo ja wrzucę brudne ubrania do klozetu zamiast do pralki (już tak kiedyś zrobiłam).

Trociny opuśćcie moją biedną głowę!

20 komentarzy:

  1. W takie dni jak dziś, to ja się nawet boję wsiadać do Pędzidła... Bo stracic życie nie jest trudno ;P W ogóle ostatnie dni są tylko do zakopania się pod kołdrę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, tylko się zakopywać :) Ja mam wrażenie jakby ktoś podrzucił mi cudzy mózg - nie wiem co gorsze: trociny czy nieoswojone, obce neurony ;)

      Usuń
  2. Ale przynajmniej masz dobrze ujędrnione włosy - normalnie byś na to nie wpadła :) oj tam oj tam - każdy ma gorszy dzień i ciśnienie nic to ma do rzeczy , słowo , wiem co mówię. Nie raz udało mi się z siebie zrobić koncertową idiotkę i twoje dzisiejsze popisy w porównaniu z moim artyzmem to pikuś ... Pan Pikuś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włosy dzisiaj to mam raczej rozmierzwione i rozpiździone, to ujędrnianie to chyba na cebulki włosowe zadziałało, bo każda postanowiła ujędrnić się na swój sposób ;) Co do dziwnych dni to, nie wątpię, że każdy ma na swoim koncie wyczyny godne oskarowej gali :)

      Usuń
  3. Zup się nie trzyma w lodówce długo, lepiej zamrozić hehe, zrób sobie więcej pierogów :D, albo w kartonie są takie zupy gotowe chyab firmy Profi, jadłem to kiedyś chyba gulaszową nawet dobra ale są prawie wszystkie smaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg zapłać za porady ;) Ty się nie mądruj i mi tu kartonowych zup nie zachwalaj ;)

      Usuń
  4. Też tak miewam, u niskociśnieniowców w takie obrzydliwie pochmurno-wilgotne dni to normalne. Zdarzało mi się np. zamykać moim kluczem drzwi pomieszczenia innego od tego, w którym pracuję, w dodatku od wewnątrz i jeszcze się zdziwiłam, że klucz nie pasuje lub szłam do sklepu kupić coś bardzo potrzebnego, zapisanego na kartce i wychodziłam z siatką pełną zakupów, oczywista bez tej jednej rzeczy. Tak więc witam w klubie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakupy i listy zakupowe to temat na osobny post :) To jak epidemia - człowiek idzie, wszystko zapisane, przemyślane, a przychodzi bez najważniejszej rzeczy :) Ciekawe czy jakiś klub niskociśnieniowców istnieje i prężnie działa? ;) Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Bywają takie paskudne dni, może nie zawsze jest, to związane z ciśnieniem, ale takie totalne rozkojarzenie przytrafia mi się i boję się wtedy sama siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się boję :D Nie wiadomo jakie głupoty człowiek wtedy zmontuje :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. co do mycia włosów, a właściwie pielęgnacji to czytałam że substytutem olejowania jest kremowanie. Tak zastępowanie olejów kremami:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko wolałabym myć włosy normalnie, bez olejowania czy kremowania :)

      Usuń
  7. Bywają takie dni, że lepiej w ogóle nie wstawać z łóżka, ale właśnie wtedy najczęściej koniecznie trzeba to zrobić... Pozdrawiam :-) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że przeznaczenie i tak czuwa ;) Nawet, jak przeleżymy w łóżku niby "zły" dzień to i tak nas dopadnie trocinowy wypełniacz mózgu w najmniej spodziewanym momencie :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Mam nadzieję, że dzisiaj jest lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście... Trociny uległy jakby zgrupowaniu, więc już nie zakładam beretu z wkładką w środku ;)

      Usuń
  9. Człowiek Cię rozumie! Sam ma ciśnienie trące o dolne granice normy, więc w takie dni upewnia się 44 razy, zanim coś wciśnie, przełączy albo przeniesie. :D Smarowałam dzisiaj biszkopty kremem czekoladowym i zlepiałam. Udało mi się wykorzystać zakrętkę od tubki. Zorientowałam się dopiero wtedy, kiedy chciałam zakręcić. :D Do usłyszenia w lepszym ciśnieniu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że Pani S. nie spożyła zakrętki - nieszczęście gotowe :) Mogła też Pani S. tubkę wsmarować w biszkopty, a to już wymagałoby poważnego zastanowienia się nad sobą ;)

      Usuń
    2. Sama jak sama, ja je zaniosłam ojcu! :) Na szczęście się zorientowałam, bo chciałam tubkę zakręcić. :D

      Usuń
    3. Ufff... Pani S. uratowała, na pewno, uzębienie rodziciela :)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)