czwartek, 31 marca 2016

Brazylijskie pośladki zemściły się na mnie okrutnie ;)

Grafika: fakty.interia.pl

Która z nas nie chciałaby zostać właścicielką brazylijskich pośladków? ;) No ja ostatnio zapragnęłam zostać… ale nie pytajcie mnie dlaczego, no tak już mam, że mnie ciągnie w kierunku „dziwnych” rzeczy ;) Odkryłam fajne miejsce zwące się Studio Tańca i Ruchu, w którym serwują taką różnorodność zajęć, że tylko brać ;) 
Wiedziona zachłannością zrobienia z siebie sexy woman zapisałam się na taniec brzucha. Spokojnie... do pośladków też dojdziemy ;) No powiem Wam kochane, że jak jestem hetero i nic mi się nie objawia w kierunku zainteresowania się płcią tą samą, to jak zobaczyłam instruktorkę zalotnie wijącą się w rytm muzyki to przysłowiowa kopara mi opadła tak, że jelito grube po raz pierwszy ujrzało świat od strony otworu gębowego ;) Była moc i to taka, że kolana mi pomiękły, ale nie padłam na podłogę z wrażenia, gdyż przerażenie, że ja mam te wężowo – erotyczne ruchy powtórzyć tak skutecznie usztywniło mój kręgosłup, że tylko solidne trzepnięcie łopatą w grzbiet mogło przypomnieć mu, że poza udawaniem drąga potrafi się też wyginać w różne strony. Ale bez nerw… Postanowiłam wyluzować i poddać się przeznaczeniu ;) Podobno mam talent w tym kierunku. Pani wijąca się mnie pochwaliła, jupi!!! ;) Jak mnie wywalą z roboty to jest nadzieja, że nie zemrę z głodu i nie będę musiała zgłębiać technik segregacji śmieci w osiedlowych śmietnikach ;) 
Taniec brzucha rozbudził moje żądze w kierunku wypracowania ciała wyrywającego z butów ;) Mało mi było, więc poszłam na zajęcia zwące się „Brazylijskie pośladki”… O ja durna i naiwna… Myślałam, że pomacham trochę tyłkiem w rytm brazylijskiej samby i z bananem na facjacie dorobię się tego deficytowego towaru jakim są te pośladki… Chodziłam na różne zajęcia typu fitness, ale takiego Armagedonu to ja jeszcze nie przeżyłam. Moja doopa chyba po raz pierwszy w życiu dowiedziała się jak wstrętną ma właścicielkę skoro dopuściła do takiej masakry i jeszcze za to zapłaciła ;)
Następnego dnia nie byłam w stanie usiąść na muszli klozetowej, nie wspominając o innych czynnościach życiowych typu chodzenie. Poznałam ból życia, gdy zagryzając wargi do krwi ;) musiałam przekonać swój organizm, że chodzenie jest podstawową czynnością dnia codziennego i zwolnienia lekarskiego na obolały zad nikt mi nie da ;) Nigdy nie przeżyłam tygodniowej orgii seksualnej z udziałem pułku żołnierzy piechoty morskiej, ale czuję się tak jakbym przeżyła ;) 
Mimo wszystko nie poddaję się i dzielnie walczę o powrót do stanu normalności ;) Jak zaliczę parę takich zajęć to … no kurde… nie będę się chwalić, ale karnawał w Rio z moim udziałem zostanie nowym rozdziałem mojego życia ;) 
Tyle możliwości zarobkowania przede mną stanęło otworem, że aż mnie mniej tyłek boli ;)

Miłego dnia :) 

38 komentarzy:

  1. Hahaha, doskonałe:). Na pośladki mnie nikt nie namówi, nie ma szans, już sobie umrę z mało brazylijskimi. Natomiast taniec brzucha i owszem, ale chociaż mieszkam a mieście nawet bardzo dużym, to do najbliższej szkoły tegoż tańca mam 30 km. I umarł pomysł już dawno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja pewnie też umrę z mało brazylijskimi ;) No mój przybytek "rozkoszy" jest rzut beretem ode mnie, więc musiałam iść :)

      Usuń
  2. Po obejrzeniu filmiku próbowałam powtórzyć i jak mi strzyknęło tu i tam, to usiadłam sobie i ciesze się, że żyję...na brazylijskie pośladki apetytu nie mam, ale jak takowych nabędziesz, to chętnie obejrzę w tańcu brzucha lub innym:-) Trzymam więc kciuki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha :) No taniec brzucha to ciężki kawałek chleba ;) Najpierw trzeba odkryć mięśnie, o których istnieniu nie miało się pojęcia ;)

      Usuń
  3. Sama obejrzałabym paradę w Rio z Twoim udziałem ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dojdzie do tego wiekopomnego wydarzenia to masz miejsce w loży honorowej, o ile tam taka istnieje ;)

      Usuń
  4. To potem koniecznie zrób dokumentację, tak żebyśmy mogły podziwiać Twoje brazylijskie półdupki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne ;) Jak tylko zostanę światowej sławy właścicielką brazylijskich półdupków posługującą się perfekcyjnie tańcem brzucha to dokumentację masz zapewnioną ;)

      Usuń
  5. Skąd ja to znam...:) Mogę jedynie dodać, że po paru miesiącach (!)efekty zaczyna być widać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to powiem Ci, że mnie pocieszyłaś ;) ...po paru miesiącach to już mogę zemrzeć z wycieńczenia ;)

      Usuń
    2. Po paru miesiącach to się organizm przyzwyczaja i chcesz więcej :) Jednak znajomym lepiej się nie przyznawać, że jest się uzależnionym od endorfiny na tle pośladków....

      Usuń
    3. Ha, ha :) Nie brzmiałoby to dobrze ;)

      Usuń
    4. Zawsze można zamienić brazylijską sambę na: https://www.youtube.com/watch?v=4sMc-p19FIk
      I jak?

      Usuń
    5. Aleś link wrzuciła ;) To już wolę te brazylijskie pośladki ;)

      Usuń
  6. a pokażesz nam potem te swoje brazylijskie pośladki? ...uwielbiam czytać twoje posty!!! uwielbiam też oglądać bellydance, w filmik, który dodałaś zapatrzyłam się jak głupia, sama kiedyś chciałam zapisać się na naukę tańca brzucha, właściwie to wciąż o tym marzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :) Koniecznie musisz się zapisać - nie ma co marzyć, tylko realizować :) Obiecuję, że jak tylko będą to brazylijskie pośladki i pozbędę się jakichkolwiek zahamowań społecznych to wywalę swój zacny brazylijski zad w całej okazałości ;)

      Usuń
  7. Zobaczyłem se zdjęcie i uważam, że brazylijskie pośladki to jest coś, o co warto walczyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja też jak widzę takie zdjęcia to dochodzę do podobnych wniosków ;) A walka może zamienić się w wojnę trzydziestoletnią, bo przeciwnik tak łatwo nie da się zarżnąć ;)

      Usuń
  8. Normalnie się popłakałam ze śmiechu . Idealny post na dzisiejszy ponury i deszczowy poranek :).
    Bardzo proszę o fotkę w dużej rozdzielczości jakie efekty dają te masochistyczne zajęcia na które dobrowolnie się zapisałaś .A idąc tropem Boji chce na własne oczy zobaczyć czy te tortury są tego warte :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie! Czy wyście powariowali? ;) Moja doopa za chwilę zażąda założenia strony na facebooku ;) Ale Kochana obiecuję, że jak się dorobię takiego ewenementu przyrodniczego to pokażę światu i sama sobie takimi zdjęciami, w dużej rozdzielczości, całą chałupę wytapetuję ;)

      Usuń
  9. Toż to piłki powleczone prawdziwą śniadą skórką! Nie dziwota, że Brazylia taka mocarna w football - doopball to wzorzec. Nie zdziw się (jak już osiągniesz podobny efekt), że jedenastu chłopa będzie za Tobą latać z wywalonym ozorem, a miliony będą się gapić i wariować, i marzyć... Ot, perspektywa!
    Myślę, że przeczytawszy Twój post rozszyfrowałam fenomen popularności footballu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawą masz koncepcję :) i dość groźną w skutkach ;)

      Usuń
  10. No dwudziestu dwóch - zasad jak widać jeszcze nie rozszyfrowałam.😊

    OdpowiedzUsuń
  11. Super, że jesteś otwarta na nowe doświadczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę ;) Potem mam tematy na posty ;)

      Usuń
  12. O rzesz...cwaniara :) Koniecznie następny post z filmikiem jak Ci idzie. :) Zżera mnie ciekawość :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, muszę się w profesjonalny sprzęt zaopatrzyć, żeby to wszystko uwiecznić ;)

      Usuń
  13. Nie marzę o posiadaniu brazylijskich pośladków, czy ze mną jest coś nie tak? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, wszystko ok ;) To taka damska przypadłość ;)

      Usuń
  14. Ło matko i córko, od samego patrzenia na ten filmik kręgosłup mi się w supeł zawiązał i teraz ani wstać ani siedzieć ;) Ze smutkiem konstatuję, że nie dla mnie brazylijskie pośladki... w sensie posiadania na własnej osobie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się co zarzekać ;) Praktyka czyni mistrza ;)

      Usuń
  15. :) Ha ha ha .... (ten rechot to z zakwasów w szlachetnej części ciała) Chyba nie mam Twojego talentu w tej materii bo mnie nie bolało dupsko aż tak strasznie. Oj...to nie jest najgorszy ból - spróbuj nauki jazdy konnej. Klękajcie narody - ból nie do opisania. Nic nie skasuje jazdy kłusem anglezowanym. o godzinnej przejażdżce w terenie 3 dni z rozrzewnieniem wspominałam możliwość normalnego wchodzenia po schodach czy siadaniu na klopie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana :) Jazdy konnej oczywiście próbowałam; mam zamiar wrócić do koników :) jak tylko się ogarnę z barkami :D

      Usuń
    2. Też lubiłam jak to zwykł mawiać mój mąż jeździć oklepać sobie tyłki. I też chętnie bym wróciła do tych dużych zwierząt. Po każdym wyjeździe w teren kilka dni cierpiałam a że pracowałam w większości z facetami mieli ze mnie ubaw po każdym weekendzie.

      Usuń
  16. E tam... jak tak boli, to może lepiej zafundować sobie implanty?.. ból pewnie porównywalny a cena być może również, wszak płacisz za każdą lekcję ;) A tak zupełnie na marginesie dodam, że mój dzisiejszy wpis, też dotyka w pewnym sensie tematu tylnego ;) hasło to nic innego jak imię autora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Implanty to sztuczny twór :) Wolę swoje, osobiste pomordować :D

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)