środa, 31 grudnia 2025

Nowy rok, nowa ja… ale na razie zjem ciasto i pomyślę o tym jutro...

Dobrze - skoro mamy być szczerzy, to zróbmy to naprawdę „po bożemu”, czyli z ironią, dystansem i lekkim westchnieniem w stylu: „No trudno, żyjemy dalej”. Koniec roku znowu nadszedł… absolutnie punktualnie, jak zawsze - w przeciwieństwie do nas, spóźnionych od dobrych kilku lat. I tradycyjnie zaczyna się wielkie rozliczanie wszechświata: „Co osiągnęłaś?”, „Jak bardzo się rozwinąłeś?”, „Czy wreszcie stałaś się wersją premium?”. Spokojnie. Jeśli udało ci się w tym roku nie wcisnąć „drzemka” po raz piąty - to już jest medal olimpijski w kategorii „Przetrwanie”.

Bo prawda jest taka, że nikt nas z niczego nie rozlicza. Naprawdę - nie istnieje kosmiczna komisja kontrolująca poziom spełnienia celów. Żaden urzędnik nie wyśle pisma o treści: „Informujemy, że do końca kwartału musi Pani poprawić swoje życie emocjonalne oraz zacząć pić zielone koktajle”. Jedynym inspektorem jest nasz wewnętrzny krytyk - sfrustrowany pracownik działu kontroli jakości, który już dawno powinien dostać wypowiedzenie i kartę podarunkową do spa.

A ta cała noworoczna napinka? Ten doroczny maraton samodoskonalenia? Cóż za piękna tradycja społeczna. Jedni kupują karnet na siłownię, żeby przez dwa tygodnie robił za brelok do kluczy. Inni piszą listę postanowień dłuższą niż regulamin banku. Jeszcze inni zapowiadają, że „od nowego roku będą spokojni, uważni i obecni”, po czym wybuchają, bo makaron gotował się o dwie minuty za długo. I wszyscy udają, że to jest duchowa transformacja, a nie komedia obyczajowa.

Rozsądek na koniec roku? Tak - ale taki, co patrzy na nas i mówi: „Dziecko drogie, czasami największym sukcesem jest po prostu przeżyć dzień bez robienia zbędnej dramy”. Możesz niczego nie podsumowywać. Możesz zjeść ciasto, wypić wino i nie analizować, czy okruszki symbolizują twoje nieprzepracowane emocje. To jest dojrzałość - „deluxe edition”.

A kochanie siebie? Bez połyskujących sloganów i cytatów na tle morza. Czasem wygląda tak: „Tak, obiecałam, że będę medytować codziennie, a medytuję głównie nad tym, co zjeść na kolację - i jakoś funkcjonuję”. Czasem - tak: „Tak, powiedziałam, że przestanę przejmować się opiniami ludzi, ale po pięciu minutach znów analizuję, czy kasjerka w sklepie patrzyła na mnie oceniająco”. Trudno. Jesteśmy ludźmi. A ludziom wolno być niedoskonałymi.

Dodajmy jeszcze jeden wątek - ten o „odkryciach duchowych”. Co roku obiecujemy sobie „złapać balans”, „zadbać o energię”, „słuchać intuicji” - po czym kończymy scrollując Internet o 2:30 w nocy, zastanawiając się, czy przypadkiem nie kupić nowej rośliny w doniczce, która rozwiąże wszystkie nasze problemy egzystencjalne. Spoiler: nie rozwiąże. Ale przynajmniej będzie ładniej w pokoju.

Więc dobrze, stary roku - dziękujemy za lekcje, chaos, wątpliwe decyzje, małe zwycięstwa i wielkie wpadki. Przetrwaliśmy - czasem pięknie, czasem w trybie „byle do weekendu”. A w nowy rok wejdźmy bez patosu - z humorem, sarkazmem, przymrużeniem oka i z tą kojącą świadomością, że życie nie jest konkursem, projektem ani raportem do złożenia… tylko spektaklem, w którym najlepiej grać swoją rolę tak, by czasem móc zejść ze sceny do bufetu i zjeść coś dobrego bez wyrzutów sumienia.

Bo jeśli mamy już coś postanawiać - to tylko tyle: mniej presji, więcej dystansu i trochę więcej czułości dla tego niedoskonałego człowieka, którym codziennie jesteśmy.

5 komentarzy:

  1. I to jest kwintesencja humoru i zdrowego rozsądku.
    Dawno już przestałam sobie obiecywać to i owo, liczyć na spełnienie tego i owego, bratać z tym i owym.
    Niechaj niespodzianki będą miłe, zdrowie nieupierdliwe, a wszystko inne wystarczające!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję — pięknie to ujęłaś. ✨
      Tak, dokładnie o to chodzi: mniej obiecywania sobie cudów, więcej zgody na to, że życie płynie jak chce — byle było w nim trochę zdrowia, parę miłych niespodzianek i wystarczająco dobra codzienność.

      Usuń
  2. ta buźka jakby znajoma z shortów youtubowych, co to leci suchar w tle, albo ona sama opowiada i stroi przy tym zabawne miny...
    a u mnie żadnych podsumowań i żadnych planów, czy postanowień noworocznych... wiem tylko, co będę prawdopodobnie robił dziewiętnastego stycznia, tak z grubsza zresztą, a reszta jest kwestią otwartą...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha, i w niedzielę 04/12 kończę Święta zaczęte 21/12, ale to jest data czysto umowna, nie ma co przywiązywać do niej zbytniego znaczenia...

      Usuń
    2. Ha, możliwe — Internet ma swoją własną bibliotekę znajomych buziek i skojarzeń 😄
      A taki styl życia „mam plan na jeden konkretny dzień, a reszta niech się wydarza” brzmi całkiem zdrowo i życzliwie wobec rzeczywistości. Czasem to najlepsza strategia: mniej dat granicznych, więcej otwartych możliwości :)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)