wtorek, 23 czerwca 2015

Miss Bikini Fitness w zasięgu ręki... O tym jak ZUS zaraził mnie bakcylem :)

Grafika: www.willybmum.com

Obiecałam się podzielić wrażeniami z rehabilitacji leczniczej w trybie ambulatoryjnym w ramach prewencji rentowej. Więc się dzielę :) Niektórzy dopytywali o relację fotograficzną - no nie pokusiłam się niestety o taką ekstrawagancję. Moja rehabilitacja trwa już trzy tygodnie, został mi tydzień, by szczęśliwie zakończyć przygodę z ZUS-em. O innych przygodach z tą instytucją pisałam tutaj i tutaj.
W ramach wspomnianej prewencji rentowej obiecywano sporo atrakcji. I wiecie co? Jestem zmuszona ten ZUS pochwalić - nie wszystko wygląda oczywiście tak jak obiecywano, ale i tak jestem pozytywnie zaskoczona. Codziennie rano przychodzę do wyznaczonej na skierowaniu niepaństwowej placówki zlokalizowanej w mieście, w którym na co dzień bytuję. 
Udaję się do szatni i rozpoczynam swój rytuał rehabilitacyjny, który obejmuje w moim przypadku:
- basen - zajęcia w wodzie oparte na aerobiku, gdzie gromada ludzi w wieku średnim radośnie szarżuje w toni wodnej dzierżąc w dłoniach na przykład piankowe makarony. Zabawa jest przednia i człowiek w każdym wieku potrafi odnaleźć w sobie dziecko. Sama słodycz obserwować panie z siwym włosiem na głowie jak usiłują zaparkować sobie tego makarona między nogami :) Po czym radośnie pląsają niczym koniki morskie w oceanie. Poza tym takie tyranie w basenie sześć razy w tygodniu ma zbawienne skutki dla naszego ciała - widać, że to moje osobiste wyrobiło się znacząco: cellulit je prawie opuścił, jędrność też poprawiona, brzuch też się postanowił ogarnąć. Jak tak dalej pójdzie to ZUS zrobi ze mnie kandydatkę na Miss Bikini Fitness ;) Zatem stara, dobra zasada mówiąca o tym, że ruch to zdrowie sprawdza się jak mało co. Gdyby taki zwyczaj basenowania wprowadzić w swoje życie to ciało powalające rzeźbą i smukłością gwarantowane. W związku z czym po opuszczeniu turnusu zapisuję się dla zdrowotności na zajęcia typu: aqua aerobik.
- zabiegi z wykorzystaniem specjalistycznych urządzeń również są: leczenie polem elektromagnetycznym i terapię światłem bioptron też zaliczam sześć razy w tygodniu,
- ćwiczenia z rehabilitantem i potem indywidualnie puszczona samopas odbywam, a jakże, sześć razy w tygodniu,
- rehabilitację psychologiczną, w tym między innymi psychoedukację i treningi relaksacyjne; treningi relaksacyjne to zbyt wielkie słowa ;) - polega to na odbywaniu dwa razy w tygodniu posiadówek na wygodnych fotelikach i słuchaniu muzyki w połączeniu z głosem lektora, który wysyła nas na przykład od ogrodu i nakazuje spożywać tęczę :) Raz w tygodniu odbywają się spotkania z psychologiem, który wygłasza pogadanki - ostatnio było o stresie,
- edukacja zdrowotna odbywa się również raz w tygodniu i mądrzy ludzie starają się przekonać nas do zdrowego odżywiania, zdrowego stylu życia i tych tam innych atrakcji, które mają z nas zrobić młodych bogów i boginie.
Grupa, w której jestem obejmuje około 30 osób w różnym wieku i różnej płci. Moja sprawność zdecydowanie uległa poprawie. Nie mam tu na myśli tylko operowanych barków, ale całościowo się ogarnęłam. Wobec czego jestem wdzięczna naszemu kochanemu ZUS-owi i składam oficjalne podziękowania :)

12 komentarzy:

  1. To już idź na całość i zgłoś akces udziału w zawodach, droga do kariery otwarta. A ZUSu nie chwal przed czasem , bo a nuż jakiś rachunek przyślą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym nie pomyślałam - może w "umowie" jakiś tekst pisany drobnym drukiem pominęłam ;)

      Usuń
    2. Rehabilitacja w całości finansowana z funduszu rentowego. Za nic na pewno nie trzeba będzie dopłacać. Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Przekonam się niebawem ;)

      Usuń
  2. Ja byłem dwa lata temu w Polańczyku. Też było fajnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli można z tym ZUS-em coś sensownego przeżyć :)

      Usuń
  3. no popatrz, już, już miałam Ci zacząć zazdrościć, ale to jedzenie tęczy mnie z lekka zastanowiło ... :)))))))
    tak czy inaczej, w tym kraju, nie godzi się takich pochwał (ani żadnych innych..) w kierunku ZUS-u kierować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz jaka tęcza jest smaczna ;) No, tak - ZUS-u nie ma co chwalić za bardzo, bo jeszcze popadnie w samozachwyt i katastrofa gotowa.

      Usuń
  4. Proponuję ten wpis zamieścić na stronie głównej Onetu. Niech się ludziska przekonają, że nie taki ZUS straszny jak go malują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Niestety Onet nie promuje postów z platformy, na której mam blog. A ZUS czasami i ludzkie oblicze okazać potrafi :)

      Usuń
  5. Fajnie jest wiedzieć, ze rehabilitacja okazała się skuteczna, a warunki do ćwiczęń dobre:)) A zajęcia aquaaerobiku naprawdę polecam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie miłe rozczarowanie z tym ZUS-em :)

      Usuń

KTO POSTY KOMENTUJE, TEN POMNIKI, DLA POTOMNYCH, ZE SŁÓW BUDUJE :)